środa, 3 lutego 2010

Angouleme 2010 (cz.2 plotki i obserwacje)


-Tony Sandoval zaczyna robić za jakąś kosmiczną gwiazdę, w bardzo krótkim czasie wydał tyle albumów, że zastawił pół stoiska swojego wydawcy i sprzedaje się to naprawdę nieźle.
A w dodatku wygląda jak wieloletni wielbiciel Sepultury i mimo wejścia w sam środek polskiej imprezy, zachował zimną krew i zdążył nauczyć się naszego ulubionego słowa na „K”.

-wystawa Rosjan zakrawała na kiepski żart, nie dość, że otrzymali sale w dwóch świetnych lokalizacjach (centrum miasta i muzeum papieru przy muzeum komiksu) to ich wystawy były mocno rozreklamowane i oznakowane. I mimo tego nie pokazali kompletnie nic. Prace rysowników wyłącznie z St. Petersburga (a nie z całej Rosji, jak to reklamowali Francuzi), dobrane według tajemniczego klucza (im gorzej rysujesz tym chętniej cię pokażemy), zero znanych nazwisk, zero publikacji do kupienia (no dobra, ze dwa ziny na ksero i jakiś śmieszny katalog), w dodatku kompletna prowizorka i amatorka w sposobie zorganizowania samej wystawy. Mówiąc krótko kompletna kompromitacja i porażka na całej linii.

-bardzo widoczna staje się dominacja wydawnictwa Soleil, które, oprócz swoich sztandarowych serii, zaprezentowało na osobnych stoiskach imprinty, zarówno z linii „Soleil manga” jak i najciekawszy i najbardziej rozwojowy „Quadrants”.

-próżno było szukać na festiwalu stoiska „Humanoides Associes” (podobno to już standard, bo wydawnictwo spięło się kilka lat temu z organizatorami i od tamtego czasu konsekwentnie nie organizuje stoiska na festiwalu).

-w festiwalowych kuluarach dosyć powszechnie krążyła informacja o zjednoczeniu wszystkich większych wydawców pod szyldem jednego koncernu, zostają nazwy i spora autonomia wydawnicza, niemniej stają się one imprintami jednego wydawnictwa.

-rynek niezależnych kwitnie, (co było widać po gęsto zastawionych stołach i tłumach kupujących w namiocie „alternatywnym”) jednak nowych twarzy i świeżych trendów można było szukać ze świecą w ręku. Mam wrażenie, że nawet najbardziej awangardowe wydawnictwa odcinają kupony wydając rzeczy sprawdzone i na większą rewolucję, jak ta z początku lat 90-tych, się nie zanosi (widać to niestety bardzo boleśnie również na wystawach młodych zdolnych i w „alternatywnych” imprintach większych wydawców). Trwa powszechne odcinanie kuponów od rzeczy sprawdzonych i ogranych do bólu.

-Lorenzo Mattotti zilustrował bajkę „O Jasiu i Małgosi”, duży format, oryginalny tekst braci Grim i mroczne ilustracje w czerni i bieli. Pogadaliśmy chwilę, dostałem oczywiście autograf, a co dalej to już wszystko w ręku wydawców w naszym pięknym kraju (wyjaśniły się trochę problemy z prawami autorskimi do jego albumów).

-rozmach i skala festiwalu porażają, komiksy na wystawach sklepowych, (które można kupić ze specjalnych standów wewnątrz sklepów, nawet w piekarni czy butiku), Corto jako twarz nowej linii perfum, straż pożarna i policja organizujące pokazy umiejętności w ramach prezentacji komiksów o ich grupach zawodowych, prezentacje multimedialne na zewnętrznych murach ratusza, teatry uliczne, spotkania z autorami transmitowane przez megafony w centrum miasta, zniżki z okazji festiwalu na środki komunikacji miejskiej itd. itp.

-kompletna porażka organizatorów, czyli praktycznie zerowy dostęp do informacji w języku innym niż francuski. To podobno międzynarodowy festiwal komiksu, na ulicach tłumy Niemców, Hiszpanów, Włochów, Amerykanów, Anglików i Słowian maści wszelakiej, a informacje, kierunkowskazy, prelekcje, spotkania z autorami (z wyjątkiem jednej sali z tłumaczami symultanicznymi), ba, nawet wszelkie materiały prasowe, wszystko tylko i wyłącznie w języku Moliera.
Bez sensu.

update:
linki do dwóch anglojęzycznych relacji:
Sarah McIntyre
Comix Influx

1 komentarz:

Pharas pisze...

Dzięki za relację.

Zapomniałem dodać, że te murale na budynkach muszą robić niezłe wrażenie. :)

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...