czwartek, 29 kwietnia 2010

Sir Cornelis 'Kees' Kousemaker


Jest w Amsterdamie taka księgarnia komiksowa, która, przynajmniej dla mnie, stanowi wzorzec dla wszystkich tego typu sklepów.
„Lambiek”, czyli prawdopodobnie najstarsza księgarnia komiksowa w Europie (otwarta w 1968 r.) jest niewątpliwie miejscem kultowym, wyróżniona w przewodniku Pascala, uwieczniona na kadrach komiksów wielu najważniejszych twórców komiksowych z całego świata (min. R.Cumb i G.Shelton), ba, pojawiła się nawet w holenderskiej edycji „Kaczora Donalda”. Miejsce premier albumów komiksowych, wystaw oryginalnych plansz i grafik min. takich gigantów jak Mattotti, Chris Ware, Lustal, Liberatore, Varenne, Clowes, Burns, Schuiten i wielu, wielu innych, internetowa baza danych i encyklopedia, punkt spotkań pasjonatów komiksu z całego świata i przede wszystkim niesamowita księgarnia, kryjąca na półkach wszelkiej maści komiksy sprowadzane z całego świata.
27 kwietnia 2010 r. zmarł Kees Kousemaker, człowiek, który stworzył i przez wiele lat kierował zjawiskowym przedsięwzięciem p.t. „Lambiek”.
Wprawdzie rozmawiałem z nim tylko raz, przez kilka minut, ale powiedział wtedy jedno zdanie, które wryło mi się w pamięć na stałe: „Nie ważne, w jakim języku jest komiks, bo język komiksu jest na tyle uniwersalny, że można go czytać nawet bez znajomości tekstu”.
R.I.P.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Parafrazując Obelixa

Ech, sorry, ale muszę trochę odreagować.
A że globalna wiocha dała możliwość „szerszego” spojrzenia na obraz Polski oczami obcokrajowców (ze szczególnym wskazaniem na naszych „wspaniałych sojuszników” zza oceanu), to nie mogłem się powstrzymać i zacząłem czytać.
Nawet pomijając wszystkie „teorie spiskowe”, głupawe „polish jokes” i wypowiedzi skrajnie antypolskie, zostaje sporo „sieciowego szaleństwa”.
I tak:
-katastrofa wydarzyła się min. na Ukrainie, na Białorusi i w Polsce.
-zginął cały Polski Rząd i całe dowództwo sił zbrojnych.
-lecieli jednym samolotem, a powinni osobno, czyli 96-cioma? (osobne samoloty nawet dla każdego z ochraniarzy i personelu pokładowego?!)
-powinniśmy zatrudnić amerykańskich pilotów, bo są najlepsi i potrafią lądować awaryjnie na wodzie!?
-Polska to bardzo biedny kraj, w którym rząd lata najstarszymi samolotami na świecie, domniemany przedział wiekowy feralnego Tu-154 to od 26 do 70 lat?! (warto wspomnieć, że „Tu-154M nr 101” miał dokładnie 20 lat, czyli TYLE SAMO, co amerykański Air Force One).
-samolot się rozbił, bo był produkcji rosyjskiej a nie amerykańskiej (niby, że amerykańskie nie spadają), spoko, mamy jeszcze rządowe samochody produkcji niemieckiej i czeskiej, armię wyposażoną w fińskie transportery, niemieckie czołgi i rosyjskie samoloty, więc za oceanem będą mieli o czym gadać.
-USA powinny natychmiast wysłać swoją komisję ds. katastrof lotniczych, bo to jedyna gwarancja fachowości i bezstronności.
-trzeba natychmiast rozstawić w Polsce tarczę antyrakietową i wysłać kontyngent marines.
-Polska to taki kraj jak Kanada (tyle, że w Europie), jest tak cichy i spokojny, że właściwie nic o nim nie wiadomo (coś jak jednorożce?)
-Polska napadła na Rosję w 1939 roku (a w Katyniu jest cmentarz oficerów, którzy zginęli w czasie tego ataku).
-Polacy żywią się tylko kiełbasą i pierogami.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Cisza na półce

Z okazji 1 kwietnia dzisiaj zupełnie na poważnie, czyli krótki przegląd nowości, które ostatnio wylądowały w mojej domowej biblioteczce (i zagoszczą tam na stałe).
W większości oczywiście komiksy bez słów.
Po pierwsze:
Yuichi Yokoyama, 43-letni japoński malarz, rysownik komiksów i ilustrator mieszkający w Tokio, który od kilku lat nieźle miesza w głowach czytelnikom, zarówno na swoim terenie jak i we Francji i USA.

„Travel”, czyli całkowicie „niema” podróż (jak przystało na japońską technologię, cholernie szybką koleją):




„New Engineering”, czyli onomatopeje po japońsku (w wersji amerykańskiej przetłumaczone w przypisach):




Oj tak, to też jest „manga”:




Po drugie:
Nicolas Presl, rzeźbiarz, a przede wszystkim autor niemych komiksów, współpracujący na codzień z wydawnictwem Atrabile.

„Priape”, czyli jakże modny ostatnio coming-out , tyle, że w starożytności (i bez Rickiego Martina).




„Divine colonie”, czyli o seksualnych i religijnych rozterkach młodego konkwistadora.



„Fabrica”, kameralna mieszanka „Listy Schindlera” z „Fahrenheit 451” podlana sosem z delikatną nuta smakową Picassowskiej „Guernicy”.





Po trzecie:
Moebius (chyba nie muszę przedstawiać?)

„40 Days dans le Desert B”, czyli to co u Moebiusa najlepsze (każda, nawet najdrobniejsza kreska, po prostu masakruje) i to co u Moebiusa najdziwniejsze (mój chory umysł podpowiada, że Moebius zobaczył co mogłoby się zdarzyć, gdyby zamiast Chrystusa na pustyni wylądował Jodorowsky):



Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...