piątek, 22 stycznia 2010

Wchłonięte

Pod koniec roku zjechało trochę papierowych cegieł (a miejsca na półkach nie przybyło).
Z rzeczy naprawdę godnych uwagi:
-polecane swego czasu przez Konewkę "I Shall Destroy All the Civilized Planets" Fletchera Hanksa.
-w końcu zadomowił się u mnie na stałe "Jimmy Corrigan" Chrisa Ware.
-w połowie lat 80-tych dostałem mocno po głowie ruchem Dada, a teraz, po wielu latach, nadszedł czas na poprawkę, czyli magiczną, parakomiksową nowelę graficzną "Une Semaine de Bonte" Maxa Ernsta.
-w ramach dublowania kolekcji, kompletne wydanie "Metropolu" Teda McKeevera (gorszy papier, mniejszy format, ale przynajmniej już wiem jak to się kończy).
-anonsowana swego czasu na Kolorowych Zeszytach antologia "Abstract Comics", naprawdę kawał solidnej roboty, zainteresowanych odsyłam na bloga , na którym sporo fajnych, zaskakujących patentów, jak chociażby Moebius, o taki:


i na zakończenie jeszcze jedna linka:
się państwo częstują

środa, 20 stycznia 2010

Retrospekcje cz.1


Wprawdzie nie skończyłem jeszcze albumu (idzie powolutku, bo zmagam się z materią i kuszącymi możliwościami wybranej konwencji), niemniej wypadałoby w końcu coś tutaj skrobnąć.
No to skrobię, żeby nie było, że blog umarł.

Często zastanawiam się, jakby to było, gdyby nie pojawił się „Relax”, Milicja Obywatelska nie zainteresowała się propagowaniem zaszczytnej służby w swoich szeregach za pomocą „kapitalistycznego medium”, a „Świat Młodych” ograniczył się do publikowania komiksów „paraharcerskich”.
Czy Rosiński, Polch, Kasprzak i kilku innych robiłoby komiksy?
Jak wyglądałby współczesny komiks krajowy?
I przede wszystkim, czy istniałby jakikolwiek rynek komiksowy? (a jeśli tak, to czego oczekiwaliby czytelnicy i przez jaki pryzmat postrzegaliby dzisiejszych autorów?)
Rozważania oczywiście czysto hipotetyczne, ale rozglądając się tu i ówdzie, mam przykre wrażenie, że cholernie dużo, tak komiksów jak i potencjalnie inspirujących grafik i ilustracji, po prostu popadło w zapomnienie, tylko dlatego, że pojawiały się poza zakresem percepcji współczesnych „komiksiarzy”.

Na początek proponuję mały rzut oka na środowisko „satyryków”, bo po pierwsze, tam chyba najwięcej i najciekawiej się działo w drugiej połowie XX wieku, a po drugie, wydaje się, że podział środowiska na „satyryków” i „komiksiarzy” pokutuje do dzisiaj (vide Sawka czy Raczkowski, którzy robiąc komiksy, przez większość czytelników są postrzegani jako rysownicy satyryczni, a słowo „komiks” nie chce przejść przez gardła nawet redaktorom gazet, w których publikują).
Przede wszystkim „Szpilki”, ale również „Przekrój”, „Karuzela”, „Polityka” i wiele innych gazet, to miejsca, w których można było trafić na graficzne perełki, czy to formie pojedynczych rysunków, pasków komiksowych, jednoplanszówek, a niekiedy kilkustronicowych „szortów”.
W ramach leczenia „syndromu wyparcia” poniżej mały przegląd tego i owego:

Julian Bohdanowicz



Andrzej Dudziński



Marek Goebel


Tomasz Jura



Janusz Kapusta


Andrzej Klimczyk




Andrzej Krauze



Andrzej Mleczko (zanim zaczął „poprawiać” komiksy na „mleczkomiksy”)





Mieczysław Olszewski


Andrzej Podulka


Eugeniusz Rzeżucha

C.D.N.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...