wtorek, 30 kwietnia 2013

Gdyby Goebbels lubił komiksy, albo przynajmniej Stalin.

Jedną z najbardziej skutecznych akcji propagandowych Ministerstwa Propagandy i Oświecenia Publicznego III Rzeszy, mającą na celu wykazanie zacofania (czy wręcz głupoty połączonej z szaleństwem) Wojska Polskiego II RP, było rozpowszechnienie wizji kawalerii "szarżującej na czołgi z szabelkami".
Aż strach pomyśleć, co naziści mogliby uzyskać, gdyby sięgneli po wzorce zza oceanu. (i gdyby zatrudnili np. Joe Kuberta... eee, zaraz, to chyba nie najlepszy przykład).
Przeglądając zasoby bloga The Golden Age można dojść do wniosku, że nawet połączone wysiłki propagandy nazistów i (w późniejszym okresie) komunistów, nie są w stanie dorównać fantazji twórców komiksów, którzy w latach 1950-1970 umacniali obraz amerykańskich G.I. jako niezwyciężonych wojowników na wszystkich frontach (szczególnie, że wspierał ich wysiłki rząd USA, a wydawało DC Comics).
Amerykański żołnierz bez problemu likwiduje japońskie czołgi (które są wielkości walizki, bo po co wieksze, skoro Japończycy są tacy mali, że zapewne mieści ich się kilku w takim czołgu):
Za to z niemieckim czołgiem jest już trochę gorzej, bo trzeba się oprzeć o zaporę przeciwczołgową:
Nawet mając wywichnięte ramię należy zwalczać nieprzyjaciela (szczególnie, że dysponujemy niewątpliwą przewagą ogniową, czyli laską dynamitu z podpalonym lontem):
A w starciu jeden na jednego (w sensie człowiek kontra maszyna), oczywiście zawsze wygrywa ten bardziej zwinny:
I nawet w sytuacji ekstremalnej, niejeden radziecki pies-samobójca-niszczyciel czołgów, mógłby się wiele nauczyć:

Jeżeli pojedynczy żołnierz bez problemu radzi sobie z wrogimi czołgami, to pomyślcie co jest w stanie osiągnąć, kiedy dysponuje własnym czołgiem!
Szkolenie amerykańskich czołgistów obejmuje jazdę na deskach:
oraz jazdę figurową:

Ale to oczywiście nic przy sprawności załóg bombowców:

Jednak wszystkie powyższe przypadki, mogą schować się ze wstydu, na widok pilotów myśliwców (myślicie, że każdy tak sobie może ratować kumpla, równocześnie strącając sowieckiego MIGa strzałem z rakietnicy?!):

W tym wpisie nie może oczywiście zabraknąć przedstawiciela Korpusu US Marines:

a całość kończymy tradycyjnym, indiańskim "Hough!"
Och, jakże wiele nas ominęło, nawet w kwestii "komiksowego prania mózgów" dorobiliśmy się jedynie dzielnego kapitana Ż., skromnego pilota śmigłowca i zaledwie dziesięciu z Wielkiej Ziemi.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Ligatura 2013

Ligatura jest trochę jak dworzec kolejowy w Poznaniu, stare połączone z nowym, ale to nowe ciągle w budowie i z problemami (typu zepsuta bramka wejściowa w kibelku), a na starym np. nie da się zapłacić kartą w kasie, w dodatku trzeba się trochę nachodzić i czasami można przy okazji pobłądzić.
Zamek stanowi genialną lokalizacją na centrum imprezy, tyle tylko, że przyjezdni (okazało się, że nie byłem odosobnionym przypadkiem) skazani byli na poszukiwanie właściwego wejścia (obsługa w obu recepcjach średnio zorientowana, brak plakatów wokół Zamku, zakaz wieszania czegokolwiek, łącznie ze strzałką narysowaną na kartce, na drzwiach, etc. robiło swoje). Na szczęście, po dotarciu na odpowiednie piętro i otwarciu właściwych drzwi, było już (prawie) z górki.
W holu głównym nowej części Zamku (WAŻNE! nie mylić ze starą częścią ;) ) fajna wystawa grupy Lamelos:







Na piętrze w starej części (WAŻNE! nie mylić z nową częścią ;P ) stoisko z komiksami i artbookami, oraz sale spotkań i warsztatów.


Program spotkań (szczególnie w sobotę) trochę się posypał (zawiedli, z przyczyn losowych, zaproszeni goście), na szczęście te, które się odbyły, zrekompensowały całość (oczywiście na dałem rady być na wszystkich, taki urok festiwali).
Z tego co zaliczyłem, rewelacyjna prelekcja Samojlika:

Rafał Wójcik o kolekcji komiksów w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu:

Małżeństwo Rostockich o niuansach związanych z "Niedźwiedziem, kotem i królikiem" (min. o kolejnych etapach kreowania postaci, powstawaniu scenariusza i specyfice debiutu na francuskim rynku):





"Maszin", czyli wiadomo o co chodzi (chociaż czasami kompletnie nie wiadomo):
Wernisaże i wystawy rozsiane były w różnych (na szczęście niezbyt odległych) lokalizacjach, zaś w ogarnięciu topografii całości pomagała mapa, będąca jednocześnie szczegółowym programem festiwalu (oczywiście nie mogło obyć się bez zgrzytów z błędną lokalizacją niektórych punktów programu, co pozwoliło zarówno przyjezdnym jak i lokalsom, na nieplanowane pojawienie się w miejscach, w których nic się nie działo).
GiliGili:





Małgorzata Dmitruk:




 Anja Wicki:









"Nieznany geniusz", czyli Tkacz i Piksa (otwierający działalność Galerii Komiksu Cheap East) :





Do tego oczywiście pitchingi (na których wymierne efekty czekam z niecierpliwością), seanse filmowe, conocne afterparty itd. itp.
Dobry komiksowy weekend, specyficzny ale dobry.
Aha, o "pani z balonami" nie będę tutaj pisał, to było chyba jednak zbyt "specyficzne"