wtorek, 20 grudnia 2011

Sztuka autografu

Nie jestem maniakalnym kolekcjonerem autografów.
Nie zdarza mi się stać godzinami, w fetyszystycznym obłędzie, w kolejce po rysunek ulubionego autora (no dobra, z dwa razy mi się zdarzyło, ale atmosfera w kolejce i towarzystwo, całkowicie zrekompensowały mi chwilowy atak szaleństwa).
Doceniam jednak ludzi, którzy zbierają autografy (dla siebie, a nie na handel), a że lubię mieć trochę bardziej spersonalizowane rzeczy na półkach, a przy okazji fajnie jest pogadać z autorem, to czasami też podstawiam album "do bazgroła".
Teoretycznie, siedząc przy stoliku obok, albo popijając piwko na "afterku", mam łatwiej niż "typowy kolekcjoner", w praktyce staram się jednak tego nie nadużywać, szczególnie, że autorzy są wtedy już nieźle zmęczeni sesjami podpisywania (chociaż akurat pomysł zdobywania autografów podczas klasycznego "odcedzania kartofelków" jest dosyć zabawny: "Thorgal z kroplą moczu autora w oku, oooo, zobacz, zupełnie jakby płakał").
A z zawodowego punktu widzenia, lubię po prostu popatrzeć jak inni sobie z tym radzą.
Warto również docenić fakt, że w odróżnieniu od np. muzyków czy pisarzy, autorzy komiksów prawie zawsze coś rysują, uzupełniając jakby tym samym zawartość albumu.

Wersja minimum, czyli wklejka z podpisem (Druillet z numerowaną ilością wklejek i Raczkiewicz z ilością wydanych egz.):




Wersja "wypasiona", czyli całostronicowy rysunek wykonany w takiej samej konwencji jak grafiki wewnątrz albumu (Baranko):



Odrobinę skromniej, czyli mała postać z albumu (Andersson, Mattotti, Lachowicz):





Świetnie wyglądają autografy wykonane nietypowymi narzędziami (McKean- wkładem ze złotego cienkopisa, Dieck- niebieską kredką, Robel- ołówkiem, Mawil- niebieskim żelpenem):






Równie fajnie wychodzą minimalistyczne rysunki, przypominające formą ekslibrysy (Gawronkiewicz, wymyślony wcześniej rysunek, nawiązujący do konkretnego albumu):




Oddzielną kategorię stanowią autografy w antologiach, pół biedy jeśli na jakiejś sesji uda się trafić wszystkich autorów, ale widziałem już kilkukrotnie ludzi, którzy mozolnie jeżdżą na imprezy z wybraną antologią w plecaku i cierpliwie kompletują podpisy i rysunki autorów (poniżej "Człowiek w probówce"):



Scenarzyści mają łatwiej, bo najczęściej ograniczają się do podpisu na cudzych bazgrołach (J.M. Lofficier w albumie "Batman Nosferatu" z rysunkami McKeevera):



Są też oczywiście ręcznie wycinane wklejki, pieczątki, odciskanie linii papilarnych i "super chruper full wypas", czyli edycje kolekcjonerskie, numerowane, sygnowane, z tysiącem dodatków, odręcznie podpisanych certyfikatów etc., u nas chociażby w wykonaniu T. Baranowskiego, czy "Melindy" Gaimana i Matuszak (poniżej pieczątka z numerem porządkowym w "Melindzie" i "wartość dodana", czyli autograf w wykonaniu Dagmary):




O takich cudach jak ręcznie malowane, całostronicowe obrazy, wspominałem już w mojej relacji ze Strasburga i nie da się ukryć, że to naprawdę robi wrażenie (David B. zmieniał farby i tusze w zależności od tytułu, Kasprzakowie wspólnie malowali MM w każdym egz. "Spadającej Gwiazdy", a Smudja genialnie cyzelował swoje impresjonistyczne obrazy w stylu Van Gogha i Toulouse-Lautreca).
Warto jednak pamiętać, że takie sesje wymagają specjalnego przygotowania i oczywiście olbrzymiej cierpliwości, tak "łowców autografów" jak i samych autorów.

piątek, 16 grudnia 2011

16.12

Tak trochę na przekór MRW, a trochę z potrzeby zarchiwizowania tego w miejscu bardziej publicznym, niż własny dysk.
Wprawdzie nie komiks, a tylko kilka wybranych grafik z ubiegłorocznej realizacji multimedialnej "w komiksowej stylistyce" jak to sympatycznie określono w zleceniu.









środa, 16 listopada 2011

"Bieżącości"


Po pierwsze: 22 listopada, godzina 18.00, Katowice, Rondo Sztuki, przyznaję się do morderstwa.

* * *

Po drugie: podobno już wyszedł nowy "Ha!art", w którym sporo pokręconych rzeczy, wirujących wokół komiksików. Zamoczyłem trochę w nim łapki, płodząc, na spółkę z Kubą Woynarowskim, sążnisty tekst o polskim komiksie w rzeczywistości alternatywnej.

* * *

Po trzecie: "komiksofonowe konotacje", czyli konkurs wlepkowy i zaległość w postaci mojej nieudolnej prezentacji.

* * *
Po czwarte: w przyszłym roku sugeruję uwzględnienie w komiksowych zakupach dwóch antologii, przygotowywanych do wydania na Górnym Śląsku. W obu sporo dobra, szczegóły (mam nadzieję) wkrótce.

sobota, 22 października 2011

P.E.

Jesień w Kato, Skarżyński w Kato, Turki jadą do Kato. Wydruki dużego formatu stoją przed Muzeum Śląskim, więc jakoś to trafia "pod strzechy", my oczywiście wbijamy się do środka.
Plansze z "Janosika" grzecznie na ścianach, zestawione z fotosami z serialu. Oryginalne plansze z "P.E." niestety na sztalugach, za szybami, które odbijają tragiczne oświetlenie sali. Trudno, zrobiłem tyle ile było, i tak jak się dało.
Się Państwo częstują, prof. Jerzy Skarżyński, jedyne zachowane oryginały z albumu "P.E.", rok 1982.















środa, 5 października 2011

OMG... no sorry

Podczytując wpisy i komentarze, na blogach szanownego towarzystwa w komiksowej niedoli, zaczynam mieć dziwne wrażenie, że wbrew intencjom, zachowuję się jak jakiś kawał bezczelnego chama.
Hm… nie pozostaje mi w takim razie chyba nic innego, jak tylko grzecznie przeprosić.
A zatem:
Przepraszam, że biorę udział w łódzkim konkursie, zajmując tym samym miejsce i ograniczając możliwości młodszym ode mnie autorom i doprowadzając do depresji debiutantów (wydawało mi się, że już wystarczająco wielu debiutantów i młodych twórców zdobyło wyróżnienia, nagrody, a nawet Grand Prix, żeby pozostali uczestnicy wiedzieli, że staż pracy nie jest warunkiem niezbędnym).
Przepraszam, że popełniam komiksy, nietrzymające się „prawdziwego życia” (wciąż zapominam, że np. Bytom czy moje ulubione Gliwice, to miasta czysto wirtualne, ale obiecuję, że kiedyś zacznę pracować nad sobą, wmówię sobie, że blok, w którym mieszkam, wcale się nie zapada, a „prawdziwe życie”, szczególnie w komiksach, jest znacznie bardziej zabawne i powinno dotyczyć hipsterów z Wawy, a nie jakiś roboli ze Śląska).
Przepraszam również, że lubię rysować czarno-białe komiksy (naprawdę przepraszam, ale mam, potwierdzoną przez lekarzy, wrodzoną wadę genetyczną, która objawia się min. słabą rozpoznawalnością kolorów i w związku z tym nie mogę min. być zawodowym kierowcą, ani pracować na kolei i w lotnictwie. Do tej pory, miałem nadzieję, że nie będzie to jednak przeszkodą w rysowaniu komiksów, przepraszam).
Przepraszam również, że wolę rozbudowaną formę narracji graficznej, zwracam (być może nadmierną) uwagę na możliwości kompozycji planszy, ograniczam ilość „gadających głów” i redukuję warstwę tekstową do niezbędnego (moim zdaniem) minimum.
Przepraszam, że nie jestem na scenie tak zabawny jak Sztybor, (którego poczucie humoru bardzo sobie cenię), naprawdę nie wiedziałem, że rozbawianie publiczności jest niezbędnym elementem podczas festiwalowej gali (przepraszam, ze poczuliście się znudzeni, mam nadzieję, że dacie mi dobrą lekcję „prawidłowego odbierania nagród” w przyszłości).
Przepraszam również, że znam większość osób zasiadających w konkursowym jury. Głupia sprawa, ale bawię się w te „komiksiki” na tyle długo, że taka sytuacja jest raczej nieunikniona. Wprawdzie staram się „nie oddziaływać towarzysko” w jakikolwiek sposób na osoby, które miały, mają lub mogą mieć jakikolwiek wpływ na wyniki konkursu, nie należę też do żadnego „kartelu”, „towarzystwa” czy innej „grupy wsparcia”, niemniej przepraszam, że zdarzyło mi się zająć aż trzecie miejsce (mam pełną świadomość, że chociażby ze względu na braki warsztatowe i trywialna treść i formę, może być to postrzegane, jako niezasłużone wyróżnienie), przepraszam, ale naprawdę nie miałem na to większego wpływu.
Przepraszam również za brak spontaniczności i odebranie telefonu od organizatorów, głupia sprawa, ale, ze względów logistycznych, rzadko zostaję na finałowej gali, rozumiem oczywiście, że twórcy z większych miast, mają do dyspozycji lepsze połączenia kolejowe, autobusowe, itp., wiele osób może pozwolić sobie na każdorazowe spędzenie weekendu w Łodzi, wiele osób dysponuje również samochodami. Niestety, nie mam ani samochodu, ani prawa jazdy, w dodatku bardzo często pracuję w weekendy (tak, niektórzy pracują w weekendy, np. w fabrykach) i na wyjazd do Łodzi muszę brać urlop. Przepraszam.
Przepraszam też, że nie staram się robić sobie zabawnych fotek w równie zabawnym towarzystwie, nie wydaję zabawnych zinów i nie bywam w zabawnych lokalach w czasie imprezy.
I to chyba tyle, jeśli chodzi o niefajne zachowanie ze strony mojej bezczelnej osoby (a przynajmniej tyle przychodzi mi do głowy).
Acha, za kolejki po autografy, wystawy w zbyt odległych lokalizacjach i problematyczno-kontrowersyjny sposób wyeksponowania prac konkursowych, nie przepraszam. Akurat na to nie miałem na to żadnego wpływu.

poniedziałek, 3 października 2011

Naj...

"Najczarniejszy scenariusz", czyli wyobraźcie sobie, że to Oni byliby Jury festiwalu...
"Najzieleńsza winda"

"Najtrudniejsze pytanie""Najbardziej zblazowana rozmowa"


"Najbardziej mangowa witryna sklepowa"
"Najfajniejsza księgarnia"


"Najdziwniejsza wystawa"

"Najmocniejszy dream team"

"Najlepiej wkomponowana w tkankę miejską wystawa"

"Największa kasa"

"Najfajniejszy Batman"

"Najbardziej zaczarowany ołówek"

"Najlepiej ukryta/zamaskowana wystawa"
"Najbardziej intrygujące rysunki"


"Najfajniejsze biurko w mieście"