wtorek, 10 sierpnia 2010

to i owo, tu i tam

Dłuuuugo mnie tu nie było.
Ale nadal zarobiony jestem, maksymalnie, więc pojawiał się będę, niestety, sporadycznie.
Czerwiec zżarła mi „ekranizacja” pacyfikacji KWK „Wujek” (w życiu bym nie pomyślał, że kiedykolwiek będę musiał dłubać takie sceny batalistyczne), dzięki której przypomniałem sobie, dlaczego nie chcę i nie lubię rysować „realistycznie”.
Lipiec to tradycyjne „wakacje z dziećmi”, tradycyjnie w Tunezji, bez dostępu do sieci, telefonów komórkowych i TV, a w zamian trochę czasu na lekturę i zaległości filmowe.
I tak podgonione:
-China Mieville: „Blizna” („The Scar”), świetna rzecz, kompletnie nie rozumiem, dlaczego nie mogłem się wcześniej przebić przez pierwsze 100 stron (kolejny tom, czyli „Żelazna Rada”, właśnie czeka w kolejce do czytania, a „Dworzec Perdido” w kolejce do zakupu, bo podobno reedycja tuż tuż, a właśnie stwierdziłem, że Zysk ma jakimś tajemniczym cudem dostępne pierwsze wydanie?)
-Scott Lynch: „Kłamstwa Locke’a Lamory”, raczej bez orgazmu, ale to i tak kawał fajnego czytadła i dlatego kolejne tomy lądują na liście „do zakupu/przeczytania”
-Magdalena Kozak „Fiolet”, jak zwykle fabularnie wtórne, ale za to dużo lepiej zrealizowane niż „Nikt”, więc spokojnie czekam na kolejną powieść (ma nadzieję, że po powrocie z Afganistanu, autorka podniesie sobie poprzeczkę jeszcze wyżej)
-Marcin Gawęda „Kaukaskie epicentrum”
- Vladimir Wolff „Stalowa kurtyna”
czyli dwie „alternatywno-militarne” powieści wydawnictwa Warbook, obie literacko bardzo „takie sobie”, obie bardziej przypominają scenariusz jakiejś gry komputerowej, (chociaż w „Stalowej kurtynie” żarzy się coś więcej, niestety, głęboko ukryte pod opisami możliwości technicznych sprzętu i podręcznikowymi wykładami z taktyki współczesnego pola walki), trochę boję się takiego kierunku rozwoju polityki wydawnictwa.

Seriale (a właściwie jeden serial):
„The Big Bang Theory”, miazga.

O filmach kiedy indziej, ale muszę jedno stwierdzić, Polskie Kino (tak, tak, z dużej litery), w końcu zaczyna wychodzić na prostą.

I na zakończenie wpisu kilka „komiksowych akcji”:
-księgarni komiksowych w Tunezji wprawdzie nie ma, ale jak już ktoś wybierze się na wycieczkę do samego Tunisu, to polecam księgarnię położoną kilkaset metrów od medyny, na Av. Habib Bourguiba, po lewej, idąc w kierunku Place du 7 Novembre. Na parterze spory stojak z mangami, na piętrze zupełnie przyzwoita kolekcja frankońskiego mainstreamu. Więcej komiksowych atrakcji w tej części Afryki Północnej nie stwierdzono.

-a jak ktoś będzie w naszym, krajowym hipermarkecie, to można zakupić sobie (ja kupiłem dziecku) blok rysunkowy z Bydgoszczy, o któryś z tych:





- Lilli Carre to amerykańska rysowniczka, publikująca min. w wydawanej przez Fantagraphics antologii „MOME” i w fińskiej antologii „GLÖMP”, jej rysunki, szkice i animacje można zobaczyć na blogu, na którym pojawiły się ostatnio również ilustracje do przygotowywanego na przyszły rok, amerykańskiego wydania „Kordiana”:



Bardzo zacne ilustracje.

I to tyle na dzisiaj, idę dalej leczyć się z zapalenia ucha.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...