środa, 22 czerwca 2011

Bilans strat


Czytałem ostatnio chłopakom „Trzynaste piórko Eufemii” i tak się zastanawiałem, że jak to tak, że Rosiński, Papcio Chmiel, Polch i Christa itd., a ja siedzę i czytam swoim dzieciakom komiks Wojtyszki i Dłużniewskiej, który w prostej linii wywodzi się od „Poematu w obrazkach” Dino Buzzatiego?
A potem trafiłem na sieciowego pseudomema „wynalazki Turu”, których nikt nie czyta i nie będzie chciał czytać, bo u nas nie ma takiej tradycji i „Thorgal” i te sprawy.
I znowu się zastanowiłem, tym razem trochę poważniej, podszedłem do półki i zacząłem sprawdzać ten „brak tradycji”.
I jakieś popieprzone to wszystko, bo mając świadomość źródeł inspiracji takich twórców jak w/w Rosiński, Polch czy Christa, polscy pasjonaci komiksów, z uśmiechem na ustach, wywalają poza nawias percepcji np. Waldemara Andrzejewskiego („Wehikuł czasu”, „Wojna światów”, „Tam, gdzie słońce zachodzi na seledynowo”), bo „zapatrzył się na Druilletta”?

A co w tym (do cholery) złego?
Że niby można się zapatrzeć na Moebiusa, Gillona czy Uderzo, ale na Druilletta to już zbrodnia i trzeba jak najszybciej wymazać z pamięci?
A taki Bogusław Pawłowski? Ja rozumiem, że opublikował tylko trzy komiksy („Maślak Śmierdzirobótka”, „Skrzydła” i „Ogień na sawannie”), ale żeby zaraz robić z tego zapomnianą „awangardową” ciekawostkę?
Przecież to są świetne komiksy (przynajmniej dwa pierwsze) i to opublikowane nie gdzie indziej, jak w najlepszych numerach „Relaxu”!
Czy „W służbie galaktycznej” w wersji Janusza Stannego jest gorsze od tego, co zrobił w tej serii Grzegorz Rosiński? A może po prostu inne?
Czy „Przygody Kwapiszona” Butenki, „C.j.t.s.d” Dudzińskich czy wspomniane na początku „Trzynaste piórko…” Wojtyszki i Dłużniewskiej to (kultowe w pewnych kręgach) „książeczki dla dzieci”? A może jednak rasowe i awangardowe (jak na tamte czasy) komiksy?



Mamy tradycję „dziwnych komiksów” i mamy ludzi, którzy próbują tę tradycję kontynuować (vide np. „Maszin”), ale, niestety, nie mamy czytelników, którzy byliby w stanie pojąć, że to co „inne”, „dla dzieci”, „nie realistyczne” to też dobre komiksy.

105 komentarzy:

Rob Wyrzykowski pisze...

Ty i te Twoje wynalazki, turu

turucorp pisze...

ej, no wez, jakie one moje?
BTW fajny magazyn ze Strasburga przytargalem, "Clafoutis" sie nazywa, do obczajenia: http://www.editionsdelacerise.com/

pszren pisze...

beton Cię znienawidzi, chwała Ci!

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
turucorp pisze...

te "rozbawiony", przedstaw sie albo wypad do nory

turucorp pisze...

no to do widzenia trolu :)

Kapral pisze...

Bez przesady, Turu. Ten wycięty przez Ciebie komentarz widać w RSS-ach. Wcale nie był trollowaty. Przy okazji usunąłeś własny, chyba przez pomyłkę.

Maciej pisze...

A co tam za mądrości były?

turucorp pisze...

Kapralu, ja nawet chcialbym odpowiedziec na tego anonimowego posta, ale skoro jego "autor", zamiast sie przedstawic, wolal go wklejac w kolko, po czym przeszedl na, "troche bardziej rozbudowana wersje" w korespondencji mailowej to coz, nie mialem wyjscia.
Szkoda, bo liczylem na konstruktywna dyskusje, a zamiast tego musze tlumaczyc podstawowe zasady normalnej konwersacji.

turucorp pisze...

@Maciej, a w ktorej chcesz wersji?

Kapral pisze...

Turu, a wrzucaj tu wersję z komentarza, tę "nierozbudowaną" :)

turucorp pisze...

heh, wiedzialem ;)
prosze bardzo:
"Prawda w oczy kole,
Czy możesz wskazać konkretne osoby czy instytucje, które wymienione przez Ciebie komiksy (i ich autorów) "wywalają poza nawias percepcji", "jak najszybciej wymazują z pamięci" czy "robią z tego zapomnianą 'awangardową' ciekawostkę"? Albo przynajmniej podaj takie sytuacje czy przypadki, w których dochodzi do tak haniebnych aktów deprecjacji owych wspaniałych dzieł.
A może to wszystko występują tylko na Twojej planecie? Może jedynie w Twojej głowie?
A może po prostu nie chcesz pogodzić się z faktem, że takie komiksy nikogo nie obchodzą (bo są drętwe) i dlatego nikt o nich nie pamięta, poza grupką polskich pasjonatów komiksów wielce artystycznych?
Może przeczuwasz, że podobny los jest lub będzie udziałem Twoich własnych komiksów?
Nie dość, że jesteś kiepskim twórcą kiepskich komiksów, to teraz jeszcze okazuje się, że jesteś zwykłym tchórzem - bojącym się spojrzeć prawdzie w oczy.
Teraz rozbawiłeś mnie nie tylko wypisywanymi bredniami, ale również swoją małością."

turucorp pisze...

jestem swinia, wrzucilem rozbudowana :P

Kapral pisze...

E, nędza. Myślałem, że ta "rozbudowa" będzie ociekać wulgaryzmami. A to tylko dwa zdania na końcu. Przereklamowane :(

turucorp pisze...

ano nedza, od razu widac, ze "anonimowy" wywodzi sie z "klasycznego srodowiska fanow" :(
"mlodzi ortodoksi" to dopiero potrafia dowalic do pieca.

Rob Wyrzykowski pisze...

Oj, ale ja sobie akurat bardzo cenię te Twoje "wynalazki", bo nikt inny o nich nie pisze, a tylko rośnie mi lista rzeczy do sprawdzenia :(

turucorp pisze...

@Rob, wstydzilbys sie, niby inteligentny czlowiek a traci czas na ksiazeczki dla dzieci i dretwe, pseudoartystyczne bazgroly :(

Maciej pisze...

Etam, szkoda że onanim się nie podpisał. Bo w sumie nie miał powodu aby się wstydzić swojej opinii.

turucorp pisze...

"anonim" jest chwilowo zajety, bo prowadzi ze mna "ozywiona korespondencje" na mailu :) (dalej sie nie podpisal).
Ale jak komus sie chce, to nie ma sprawy, mozemy sobie bez niego przeanalizowac np. wpis na Wiki o magazynie Alfa (Godai zdaje sie tam paluszki maczal?), albo sens robienia z Pawlowskiego "komiksowej awangardy", tylko dlatego, ze publikowal w "Relaxie", bo jakby publikowal w tym samym czasie np. w "Szpilkach", to juz by nie byl az tak awangardowy.

turucorp pisze...

ojej, a co to sie stalo?
to "dretwy komiks dla grupki polskich pasjonatow komiksow wielce artystycznych" moze sie podobac "zagranicom"?
http://50watts.tumblr.com/post/6806373929/polish-comic-or-kids-book-spread-by-dluzniewska

Maciej pisze...

Ale po cholerę strzelasz w próżnię dyskutując mailowo z onanimem? Przecież to najprawdopodobniej trolek, z którym na jakimś konwencie piłeś piwko.

mazol pisze...

"Dokonano też "nobilitacji" komiksu Poemat w obrazkach Dino Buzattiego, praktycznie szerzej nie znanego i niezbyt odbiegającego poziomem od wielu innych pozycji, ogłaszając go arcydziełem i przeciwstawiając ogółowi masowej i kiczowatej produkcji komiksowej."
J. Szyłak, Komiks w kulturze ikonicznej XX wieku, s.42

Jest wielu odbiorców poza wąskim środowiskiem komiksowym, którzy pokusili się na zakup reedycji Trzynastego piórka czy Kwapiszonów. I to cieszy.

turucorp pisze...

@Maciej, myslisz, ze gdybym pil z nim kiedykolwiek piwko, to bawilby sie w anonimy?...hm...dziwne...

turucorp pisze...

@Mazol, moim zdaniem problem nie w tym, ze Kwapiszon czy Bromba sa popularni, tylko w tym, ze istnieje mentalna blokada (po obu stronach czytelniczej barykady) z zaakceptowaniem faktu, ze to sa KOMIKSY i ta blokada przeklada sie na postrzeganie w Polsce wszystkiego co nie jest Thorgalem, albo przynajmniej Tytusem.

Kapral pisze...

U mnie w klasie tylko jeden kolega czytał Kwapiszona, ale był trochę dziwny.

turucorp pisze...

spoko, zgodnie z norma ISO 2011, juz sam fakt wydawania przez jakiegokolwiek obywatela tego kraju, kasy na zakup komiksu jest dziwny.

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

Skoro jest opcja wyboru profilu anonimowego, to nie powinieneś mieć pretensji, że właśnie taki sobie wybrałem.
A skoro swoje tandetne wynurzenia (wypisywania) puszczasz w sieć, to nie dziw się, że będą je czytać (i komentować) różni ludzie.
Również tacy, którzy (w przeciwieństwie do grupki klakierów) nie padają na kolana przed Tobą, Twoimi "dziełami" czy arcy-błyskotliwymi przemyśleniami.

Tomek pisze...

Co prawda mój komentarz będzie już nieco spóźniony, ale chciałbym powiedzieć że widzę współczesny komiks w Polsce zupełnie odwrotnie, jak dla mnie króluje awangarda, underground i jakby to nie nazwać wszystko poza komiksem środka. Polch i Rosiński byli dawno,skoro są ciągle wznawiani tzn. że to się ludziom podoba i basta. Teraz wszystkie ziny, magazyny, wyroby zinopodobne i inne takie zawierają prawie w 100 % komiksy rysowane na kolanie w moim odczuciu. W konkursach różnej maści też ciężko się doszukać komiksów "realistycznych". Chociaż może mi oczywiście brakować obeznania w temacie, dlatego wypowiadam się jako szary czytelnik. Rzekłem, dziękuję za uwagę.

turucorp pisze...

@Tomek, ze tak pojade z pamieci:
Krzysztof Wyrzykowski, Marcin Nowakowski, Nikodem Cabała, Arkadiusz Klimek, Mariusz Zabdyr, Robert Adler, Marek Oleksicki, Jacek Przybylski, Janusz Ordon... wiesz co? Rzeczywiscie, same "chamskie andegrandy" :/

turucorp pisze...

i jadac dalej: Rafał Szłapa, Piotr Kowalski, Maciej Mazur, Sławomir Kiełbus, Andrzej Łaski, Piotr Białczak, Tomasz Bereźnicki, Clarence Weatherspoon, Daniel Grzeszkiewicz, Jerzy Ozga... chcesz jeszcze wiecej?

Kapral pisze...

Turu, muszę przyznać, że ta Twoja lista robi wrażenie, chociaż mam do niej parę uwag.

Clarence, Ozga, Mazur, Zabdyr, Ordon i Grzeszkiewicz to komisiarze nieaktywni, albo mało aktywni, rysujący komiksy sporadycznie. Bereźnicki to rysownik "konkursowy".

Wyrzykowski (Krzysztof), Przybylski i Kiełbus rysują wyłącznie komiksy "sponsorowane".

Adler, Oleksicki i Kowalski rysują na rynki zagraniczne, więc niewiele z nich pożytku.

Tak naprawdę zostają: Klimek (Wiedźmin), Cabała (Biocosmosis), Szłapa (Bler), Łaski (Wędrowycz), Białczak (Dogmat) i Nowakowski (bez przydziału). To i tak bardzo dużo, dałoby się pewnie dopisać jeszcze kilka nazwisk. Być może dzisiaj mainstreamowców jest nawet więcej niż kiedykolwiek było w PRL-u.

Z tym że Tomkowi chyba nie chodziło ani o ich ilość, ani o jakość, tylko o pozycję. A ta jest kiepska, nieporównanie gorsza niż kilkadziesiąt lat temu. Nie przypominam sobie, żeby o Chriście, Polchu, Rosińskim czy Papciu ktokolwiek powiedział – jak redaktor Pstrągowski w Bicepsie - że "brodzą w gó#nie" i próbują przebić się do "spijającego piwko przed telewizorem frustrata ze średnim wykształceniem, zapieprzającego całymi dniami w fabryce cementu".

Ja się w sumie nie dziwię, że w takiej atmosferze mainstreamowym komiksiarzom nie chce się rysować, a jak się chce to nie na polski rynek.

turucorp pisze...

-Clarence caly czas dlubie (co mozna zobaczyc np. na Deviancie), -Mazur rysuje caly czas (a ze nic nie potrafi skonczyc, to juz inna bajka),
-Ozga wymaga motywacji, ale tak bylo z nim od dawna (a pojawia sie np. w "Katyniu"),
-Ordon, z tego co wiem, to jeszcze wyplynie :)
-Grzeszkiewicz przez robi, tylko cos z publikacjami nie wychodzi,
-kwestia Adlera, Kowalskiego czy Oleksickiego, kurcze, przeciez oni caly czas rysuja i publikuja, a ze zagranica, to co z tego? Gawronkiewicz tez robi pod zagranice i jakos "sie u nas liczy", tylko dlatego, ze jest tu publikowany.
-kwestia komiksow "sponsorowanych", jesli im to odpowiada i dobrze sie w nich czuja, to gdzie problem? Za komuny wszyscy byli "sponsorowania" i jakos nikt ich przez ten pryzmat nie postrzega.
A "pozycja"?
No coz, Papcio Chmiel jest zdeklarowanym zwolennikiem PiSu, robi dla nich PR z Tytusem i jakos nikt go nie wyzywa od "brodzenia w gownie", a Baranowski i jego "Twisti", albo Polch i "Kron"?
"Pozycja" jest czyms zludnym, praktycznie kazdy sie jakos "prostytuje", jedynie zapatrzeni wielbiciele czasami maja bardziej naciagniety klapy na oczach.

Kapral pisze...

A tak w ogóle to co chciałeś napisać? Poza tym, że Papcio, Polch i Baranowski się prostytuowali, a ich fani to debile? Ma to coś wspólnego z moim poprzednim komentarzem, czy (jak zwykle) nie za bardzo?

I nie widzę niczego złego w rysowaniu za konkretną kasę i na zlecenie (czyli za granicę albo dla miasta). Nie wiem skąd Ci się to wzięło.

turucorp pisze...

Kapralu,popadasz w skrajnosci i nadinterpretujesz :/
Odpowiedzialem ci jedynie, ze nie widze powodu zeby skreslac spora czesc rysownikow z listy, tylko dlatego, ze wyszukales sobie jakies pretekstowe argumenty.
BTW "prostytuowanie sie" tyczy praktycznie wszystkich aktywnych zawodowo tworcow komiksow, a nie jedynie tych w/w, wiec, prosze, nie popadaj w jakies zalatujace moherem oburzenie (czyzbys znowu nie zrozumial tego co napisalem?)

Kapral pisze...

A jakie znaczenie ma długość listy rysowników dla atmosfery wokół polskiego komiksu mainstreamowego? Przecież już w następnym zdaniu napisałem, że "Być może dzisiaj mainstreamowców jest nawet więcej niż kiedykolwiek było w PRL-u." Znaczy jest dużo, prawda?

Skreślam z listy rysowników mało aktywnych, bo zaciemniają obraz. Skreślam też tych, którzy nie rysują własnych projektów, tylko to co się im zleci. Czyli nie podpadają pod "brodzenie w gó#nie" redaktora Pstrągowskiego, bo nie rysują dla poklasku bezmyślnych frustratów i moherów (czyli nas), ale dla kasy. Nawet po tych cięciach uważam, że takich rysowników jest sporo.

Wątek o prostytuowaniu się pomijam, bo szczerze mówiąc nie wiem o co w nim chodzi. Może o to, że lubisz sobie podyskutować z własnymi argumentami :)

Tomek pisze...

Wymienianie nazwisk nic nie daje, skoro nie pojawiają się albumy z ich udziałem, a to o to mi chodziło. Stosunek wydań mainstreamowych do innych jest na korzyść tych innych, więc nie widzę powodu do płaczu i tylko to chciałem powiedzieć. Pzdr

Tomek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Tomek pisze...

Albumy na poslkim rynku zapomniałem dodać.

turucorp pisze...

czy ja "placze"?
ja jedynie sie zastanawiam nad brakiem akceptacji pewnych tradycyjnych trendow w komiksie przez spora czesc czytelnikow.
i poniekad robie to w nawiazaniu do dysput (pojawiajacych sie tu i owdzie) o Ligaturze i kierunku rozwoju rynku dla prezentowanych na niej komiksow.

A jesli chodzi o tzw. "mainstream", to sklaniam sie ku twierdzeniu Kaprala, ze mamy wiecej (duzo wiecej) aktywnych tworcow tego typu niz nawet w najbardziej "zlotych czasach PRLu".
I odpowiadajac na twoj zarzut o "brak polskojezycznych albumow" powtorze za Kapralem i dopisze (tylko te wydane w 2010-2011):
Klimek "Wiedzmin"
Cabała "Biocosmosis"
Szłapa "Bler"
Łaski "Wędrowycz"
Białczak "Dogmat"
Kowalski "Wydział Lincoln"
Wyrzykowski "Wilcze tropy", "Wyzwolenie", "Korfanty"
Kiełbus "Zaczarowana Altana", "Między dniem a snem w Wilanowie", "Przygody w świecie błękitnej energii"
Ozga "1940 Katyń" (wprawdzie nie caly album, ale jednak cos)

dopisalbym jeszcze:
G.Becla z "Monte Cassino t.2"
Gach "Legendy Warmińskie"
Przybylski "Pierwsi w boju..."

czyli lekka reka liczac masz +/- 15nowych, krajowych, "mainstreamowych" albumow w ciagu roku.
Malo?
To podaj mi rok, w ktorym bylo wiecej?
"Status tworcow"?, no coz, o tym mozna dyskutowac, ale nie jest gorszy niz ludzi robiacych innego typu komiksy.
Dystrybucja, naklady, poziom sprzedazy?
W wielu z w/w przypadkow znacznie lepiej niz reszta krajowych komiksow.

Kapral pisze...

Ale o co chodzi z tym "brakiem akceptacji pewnych tradycyjnych trendów w komiksie przez sporą część czytelników"? Mógłbyś to rozwinąć? Nie wszyscy bywają na Ligaturze.

turucorp pisze...

@Kapral, w czasie Ligatury rezydowalem jakies 1500 km od Poznania i jakos bylem w stanie zapoznac sie z relacjami (i komentarzami) z tej imprezy, czego efektem jest wpis, pod ktorym rozmawiamy, wiec wez i nie rob z siebia az takiego leniucha :[

Kapral pisze...

Tak trudno podać linki do tych relacji i komentarzy, pracusiu? Bo ja na nic takiego się nie natknąłem

turucorp pisze...

http://podchmurka.blogspot.com/2011/06/normal-0-21-false-false-false.html
http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2011/06/795-relacja-z-ligatury-czesc-pierwsza.html
http://www.facebook.com/group.php?gid=103016513068982
http://www.komiks.gildia.pl/imprezy/ligatura/2011/galeria

Kapral pisze...

Dobra, dobra... Rozumiem, że chodzi Ci o tę jedną dyskusję o portalach komiksowych w Pod chmurką. Bo Kolorowe Zeszyty były już po Twoim wpisie, a na facebooku i Gildii żadnych relacji i komentarzy nie ma.

turucorp pisze...

wiesz to "Pod chmurka" to z mojego punktu widzenia raczej zwienczenie relacji, bo fejsbuk to nie jedynie strona Ligatury, ale przede wszystkim sporo wpisow ludzi uczestniczacych w imprezie, do tego dochodza ich blognotki, ktorych nie chce mi sie teraz wyszukiwac.
"Sieciowe zycie" przenioslo sie na rozne twittery, fejsbuki i blipy, a fora, blogi czy portale podaja informacje z poslizgiem, w wersji "przetrawionej" i czasami troche wyrwanej z kontekstu.

Maciej pisze...

Do listy dodałbym jeszcze Olafa Ciszaka. Niestety, on nie ma ciśnienia na albumy - ale w komiksowej GW pocisnął rozkładówkę z plecami konia.

Podobnie, w GW plecami konia zaskoczył Marek Rudowski. Na szczęście on czasem jakis album wyprodukuje - ostatnio o historii romów (z tym, że w tej swojej cartoonowo mangawej stylówie - nie jest to jednak żaden andergrand).

Zresztą, jak mi ktos dobrze zapłaci to też potrafię się spiąć i wystrugać jakiegoś EZIego ale nie czuję aby wówczas moja pozycja się zmieniała.

Tak więc odnośnie pozycji - jeden chuj - że tak pozwolę sobie kolokwialnie ująć.


@Marku - co do Twojego ewidentnego trolka, to obczaj komcia pod ligaturną relacją najkolorowszych. Nie ma bata - to jakis kolega się droczy dla czystej frajdy.

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

@ Maciej
Czy każdy, kto ma inne zdanie od Waszego od razu musi być uznawany za trolla ("trolka")?
To jedyne, co jesteście w stanie wymyślić w kontakcie z osobą myślącą inaczej, niż Wy?

I nie jestem Waszym kolegą, bo nie jestem z komiksowej branży (ani nawet nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem komiksu, choć sporo czytałem i mam względnie dobrą orientację w tym, co się aktualnie publikuje). Po prostu interesuję się antropologią kulturową ze szczególnym uwzględnieniem tzw. kultury popularnej. Interesują mnie rozmaite sub-kultury i rozgrywające się w ich ramach "życia branżowe" - szczególnie obserwuję to, co dzieje się w tym obszarze w Necie. Dlatego zainteresowałem się również sytuacją w polskim środowisku komiksowym.

Natomiast celem moich komentarzy wcale nie jest "droczenie się dla czystej frajdy". (Po co miałbym to robić?) To jest po prostu moja reakcja na głupoty, które znajduję w tekstach publikowanych w sieci. A przy tym nie unikam przekłuwania balonów zadęcia i samozadowolenia, jakie spotykam w wypowiedziach rozmaitych samozwańczych Artystów, Mistrzów, Autorytetów, itp.

A jeśli chodzi o to Wasze licytowanie się o młodych polskich komiksiarzy (nie)mainstreamowych, to chyba przekroczyliście granicę śmieszności. Kto słyszał o tych autorach poza Waszym kręgiem i dwustoma nabywcami ich komiksów (bo tyle zapewne wyniosły nakłady ich dzieł)? Czy ci twórcy potrafili wyjść poza ten krąg i zainteresować swoją twórczością zwykłego (niekomiksowego) uczestnika (konsumenta) kultury popularnej? Nie.
Oczywiście, przyczyn tego jest bardzo wiele, ale podstawowa jest taka, że swoim talentem i umiejętnościami komiksowymi nie są w stanie choćby zbliżyć się do tego, co osiągnęli Rosiński, Polch, Christa czy Chmielewski.
Dotyczy to również "właściciela" tego blogu. Który ma tego pełną świadomość, dlatego usilnie próbuje zakłamywać rzeczywistość swoimi wynurzeniami, w których swoją twórczość i innym podobnych komiksowych nieudaczników stara się windować w rejony "niedocenianej awangardy". (Żenada.)

Czy o to właśnie - o zaczarowywanie rzeczywistości - chodzi w dzisiejszych realiach polskiej branży komiksowej?
A może zamiast tracić czas i energię na blogach młodzi komiksiarze (najlepiej ci najbardziej "awangardowi") powinni stworzyć wspólnie komiks, który zainteresuje szersze grono odbiorców, niż tych legendarnych dwustu?
I dopiero potem wymądrzać się w Necie.

Tomek pisze...

Ogólnie tam się w dyskusje nigdy nie wgłębiam, bo nie jestem pasjonatemdyskutowania i mam za małą wiedzę. Ja kupuję komiksy które mi się podobają i tyle, ale chciałem tylko przypomnieć, stosunek komiksów mainstreamowych do innych wychodzi lepiej dla tych innych:
Komiksowe becikowe
Gang Wąsaczy
6 kolektyw
Komiksowy Przewodnik po Warszawie
Skąd się bierze woda sodowa
Miś Misza: Oxygenesis
karton 2-5
Tytus Romek i A’Tomek w Bitwie Warszawskiej 1920 roku z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani”
Siedem tygodni”,
„Kapitan Sheer
8 Ziniol
Wilq. Zeszyt 15.
„Sprane dżinsy i sztama”
„Tainted”
9 „Ziniol”
„Prosiaka” Owedyka
Dariusza „Pały” Palinowskiego. „„Zakazany owoc i bracia Kowalscy w jednym”
pożegnalnego albumu z Bąbelkiem i Kudłaczkiem
„Sceny z życia murarza”
poszerzone „Laleczki” Macieja Pałki
„Biceps”
„Czarna Materia Prezentuje: Konstrukt” 1-2
Wilq” zatytułowany „Vendetta Brutto”
Rewolucje: Dwa dni
ziniol 10
kolektyw następny
deux ex machina
biceps 2
New british komiks
Nie mam czasu na grzebanie szczegółowe, więc to taka błyskawiczna ogólbodostępna lista za 2010-2011, pewnie z wieloma brakami. Więc awangardy i undergroundu Ci u nas panie dostatek ,a jak dla mnie nawet przesyt,. Na tym kończę, jest to tylko moje zdanie i nie mówie że takie komiksy są siakie albo owakie, tylko że po prostu jest ich sporo. Pozdrawiam T

Maciej pisze...

@słaby troll:
troll harder.

Maciej pisze...

@Tomek Nie wyskakuj mi tu, że Laleczki to awangarda i andergrand. Toż to rozszerzenie to również takie plecy konia jak zrobiliśmy w EZIm!

turucorp pisze...

@Maciej, taa, widze, ze sie "rozmnaza po blogach" (do Olgi tez zawedrowal), ale masz racje, jest "slaby"

@Tomek, mieszasz strasznie, robisz jakies "mydlo i powidlo", wrzucajac do jednego worka wszyskie komiksy "nierealistyczne", powaznie twierdzisz, ze "Mis Misza", "Gang Wasaczy" czy komiksy Baranowskiego i Papcia Chmiela to underground i awangarda?! OMG o_O'

Maciej pisze...

Szuka i drąży. Zaraz stroluje Ystada i... o! już to zrobił! A ić Pan fhuj z takim wyzwaniem.

jaszczu pisze...

@Tomek: rozumiem, że dla Ciebie każdy komiks, który nie jest narysowany w stylistyce realistycznej jest rysowany "na kolanie"?

Tomek pisze...

No wyraziłem się nieprecyzyjnie, sory, miałem na myśli komiksy środka i inne, w których zawiera się under i awangarda, bo komiksów jaszcza, laleczek, papcia Chmiela, Baranowskiego czy tympodobnych nie uznaję za awangardę ani under, ale też nie są to komiksy środka dla mnie. Mam nadzieję, że teraz sprawa jest jasna, bo nie chciałbym kogoś niepotrzebnie urazić,a opinię swoją, nawet jeśli skrzywioną mieć mogę :)

turucorp pisze...

@Tomek, to w taki razie podziel sobie to co wypisales na "podgatunki" i dopiero wtedy zestaw ilosci w porownaniu z "komiksami srodka". Jesli znajdziesz grupe 15 premierowych albumow (nie zinow czy antologii) wydanych w skali roku, w jakiejkolwiek innej stylistyce niz to co nazywasz "komiksem srodka", to jestes dobry.

Tomek pisze...

Ok, zostałem uświadomoiony, Dodam tylko rzecz ostatnią, połowa z komiksów które wymieniłeś jest finansowana przez państwo, i troche trudno byłoby zrobić je w innej stylistyce, chociaż oczywiście dałoby się. Dlatego z tego komiksów środka na wolnym rynku uzbierałoby się może z 10 pozycji, więc w stosunku do listy nazwisk które też wymieniłeś naprawdę niezbyt oszamłamiająca liczba.Tyle z mojej strony, pzdr
Ps: A własnie szkoda, że nie ma więcej komiksów w stylu Tytusa albo historii Baranowskiego, z radością bym poczytał. Pzdr

turucorp pisze...

@Tomek, "Płaszcz Ajewskiego", "Tragedyja Płocka", "Stan", "Chopin, New Romantic", coroczne antologie Muzeum PW, powaznie sugerujesz, ze finansowanie "z gory" i przez czynniki panstwowe, wymusza na autorach stylistyke komiksow?
Wez sie uwazniej porozgladaj :/

BTW skad teza, ze nie ma "komiksow w stylu"? Chcesz liste?

Tomek pisze...

Miałem na myśli te konkretne albumy, kolega trochę za bardzo się wszystkiego czepia, a ja nie zamierzam się rozliczać z każdego albumu, i dąrzyć po trupach do udowodnienia takiej czy innej racji, więc nie mam nic więcej do dodania. A listę poproszę, bardzo chętnie się zapoznam i będę za nią wdzięczny. Pzdr

jaszczu pisze...

@Tomek
Jestem przekonany, że gdyby dziś było chociaż jedno takie czasopismo jak "Świat Młodych", puszczające trzy plansze komiksu w tygodniu, miałbyś całą masę takich tytułów, jak Tytus, Kleks czy rzeczy Baranowskiego. I gdyby było wydawnictwo takie jak KAW, które wydawałoby albumy dla dzieciaków w takich nakładach i za takie pieniądze jakie wtedy dostawali nasi Mistrzowie, miałbyś tego na pęczki. Ale w sytuacji kiedy nie ma wydawców i nie ma pieniędzy, to kto, dla kogo i jak ma robić te komiksy? Jest duża szansa na to, że gdyby Papcio, Baranowski, Polch czy Rosiński urodzili się 30 lat temu, napieprzaliby dziś storyboardy w agenturach albo ilustracje do książek dla dzieci a w najlepszym przypadku wspominane wyżej komiksy za państwowe pieniądze na zamówienie. To były zupełnie inne czasy i inna rzeczywistość. I sednem problemu nie jest brak zdolnych twórców, jak sugeruje badacz subkultur.

Tomek pisze...

Jaszczu, ano wszystko się zgadza, i z tego samego powodu jednym brakuje awangardy, a innym mainstreamu, bo ta mała gromadka to za mało, żeby rynek się kręcił, dlatego zajmują się tym tylko maniacy, którzy robią to chyba dla innych maniaków. Ale to już całkowicie zeszliśmy z tematu ;] ja spadam z roboty i wracam do rysowania, miłego dnia życzę panowie.

Gabriela Becla i Zbigniew Tomecki pisze...

"Monte Cassino" nie jest komiksem robionym na zamówienie, a po za tym dość dziwna dyskusja

turucorp pisze...

jaki blog taka dyskusj :P

I trudno zeby tu jeszcze definiowac "na zamowienie" (w odroznieniu od np. "finansowane/wspolfinansowane przez"), skoro czesc osob zabierajacych tutaj glos ma problem nawet z rozroznieniem "realizmu", "klasyki", wieku autorow itp. a co dopiero takie niuanse?!

turucorp pisze...

@Tomek, zgodnie z obietnica, na poczatek proponuje wizyty w dwoch miejscach:
Maszin
i Flupke i gagarin (na digarcie)
"@rozbawionego" z jego "brakiem godnych nastepcow Rosinskiego, Polcha, Christy i Chmielewskiego" odeslalbym na bloga Kaprala albo na strony tworcow, o ktorych mowilismy powyzej, ale mam wrazenie, ze "@rozbawionemu" zwisa i powiewa to co ludzie dzisiaj robia w komiksie.

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

@turucorp
"Zwisa" mi i "powiewa" to, co młode pokolenie twórców robi dzisiaj w komiksie, ponieważ efekty tego "robienia" zupełnie nie wzbudzają mojego zainteresowania. Mojego, czyli zwykłego/szarego/przeciętnego czytelnika komiksów, który ceni dobrą fabułę, a nie pretensjonalne wybroczyny pseudo-artystowskie, rzekomo wielce artystyczne. Dlatego "zwisa" mi i "powiewa" przede wszystkim twórczość współczesnych młodych polskich komiksiarzy ze wspomnianego tu kręgu "niedocenianej awangardy" (bo niektóre komiksy wymienianych powyżej młodych twórców "mainstreamowych" dają się jednak czytać, a nawet oglądać). Zniechęca (a najczęściej też rozśmiesza) mnie to przerośnięte ego owych "awangardowych" twórców i ich celebryckie rozpanoszenie oraz pretensje, że ludzkość nie poznała się na ich arcydziełach, nie kupuje ich więcej niż 200 egzemplarzy, nie pada do stóp, itd. Kuriozalny jest też ten nimb kultu, jaki roztaczają wokół tych komiksowych "mistrzów" ich wyznawcy (klakierzy i wazeliniarze).
Dlatego "zwisają" mi i "powiewają" ich komiksy, bo nie są tworzone z myślą o odbiorcy, lecz chyba po to jedynie, by podtrzymywać "celebrycko-mistrzowski kult" owych "awangardzistów", a więc tworzone są chyba wyłącznie dla najbliższego kręgu takiego "celebryto-mistrza" (czyli "dworu", wyznawców, klakiero-wazeliniarzy, itp.).
Natomiast Christa, Rosiński, Polch, Chmielewski i inni zawsze tworzyli z myślą o odbiorcy, a nie o obnażaniu swego ego.

Maciej pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Maciej pisze...

KLIKA KLIKA

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

@Maciej
Nie znam autora tej "inwokacji". Nie tworzymy "kliki".
Choć tezy zawarte w tej "inwokacji" (po odcedzeniu z niej inwektyw i emocjonalnych wtrętów) współgrają z moją wypowiedzią, to jednak nie ze wszystkimi ocenami wymienionych tam komiksów mogę się zgodzić.

Po lekturze tego tekstu nasuwa się zasadnicze pytanie (którego chyba sami boicie się wypowiedzieć na głos):
A co, jeśli tak myśli większość (przeważająca większość) czytelników komiksów w Polsce?

turucorp pisze...

rozbawiony rzecznik prasowy milczacych rzesz czytelniczych, ktore nie maja co czytac (caly swiat sie przeciwko nim sprzysiagl) i musza, biedactwa, delegata nam podsylac? O_o'(sorry Maciej, nie moglem sie powstrzymac :) :) :P)

Maciej pisze...

Spoxik. Już bardziej w moich oczach się nie skompromitujesz.

turucorp pisze...

tak tez sadzilem :)

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

Problem nie polega na tym, że "milczące rzesze czytelnicze nie mają co czytać", lecz na tym, że grupka krzykliwych nieudaczników komiksowych "wciska kit" wszystkim dookoła o swojej wybitności artystycznej, o awangardowości swoich dzieł, o ich lepszości od jakichś tam komiksików Christy, Rosińskiego, Polcha, Chmielewskiego i innych.
Czyli zakłamanie, brak krytycyzmu, samouwielbienie, kolesiostwo są tu prawdziwymi problemami.
A także brak umiejętności podjęcia dialogu z osobami myślącymi inaczej i nie kwapiącymi się do czołobitnych pokłonów przed "awangardą".

turucorp pisze...

"o SWOJEJ wybitnosci"?
z calym brakiem szacunku, ale gdzies ty to wyczytal?

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

Oczywiście, wymyśliłem to, tylko po to żeby Was "sprowokować do jałowego bicia piany", bo po prostu "pękła mi żyłka w dupie" i musiałem "zjebywać rekordy". Tak to już bywa z tym trollowaniem...

Teraz na poważnie. Nie czytasz swoich tekstów przed ich upublicznieniem? Nie zastanawiasz się nad sensem tego, co wypisujesz? Nie starasz się zrozumieć treści tekstów na blogach swoich kolegów "awangardowców" i udzielasz im poparcia w swoich komentarzach "w ciemno"?
A może tylko krygujesz się, by sprowokować mnie tu do "jałowego bicia piany" (i kolejnego "pęknięcia żyłki w dupie")?

turucorp pisze...

no dobra, wystarczy tej zabawy, w nastepnym swoim wpisie postaraj sie wskazac i zacytowac MOJA wypowiedz, na temat MOJEJ WYBITNOSCI, jesli zamiast takiego cytatu pojawi sie tutaj twoj kolejny belkotliwy wpis "o awangardowej dupie maryny", to sie czule pozegnamy.
Daje ci szanse zebys napisal cokolwiek konstruktywnego i na temat, docen to zanim zaczniesz klepac w klawiature.

rozbawiony wypisywanymi bredniami pisze...

Czego tu ode mnie oczekujesz?
Że będę podawał "jak krowie na talerzu" przykłady Twojego zadęcia, wręcz bufonady, a chwilami zwykłego bucostwa, a także autokreacji i wpisywania się w kontekst "niedocenianej awangardy"?
A może, że będę Ci tłumaczył sens tego, co wypisujesz?
Czy to znaczy, że piszesz te teksty w jakimś amoku (z klapkami na oczach?) i sam później nie wiesz, co napisałeś? I to ja mam teraz uzmysławiać Ci wydźwięk treści Twoich wynurzeń tekstowych?
Na głowę upadłeś?
Dorośnij (lub zdejmij klapki z oczu) i sam sobie przejrzyj wszystkie swoje dokonania tekstowe pod kątem tych spraw, o których tu mowa.

(Zresztą, najlepszym potwierdzeniem zasadności moich "zarzutów" jest to, jak zareagowałeś na mój pierwszy wpis. Usunąłeś go. A przywróciłeś go, gdy się okazało, jak totalnie bezsensowny był Twój postępek.)

Natomiast w kwestii konstruktywnego podejścia do poruszanych tu problemów, to mam pytanie. Do wszystkich "awangardowców". Dlaczego upieracie się przy tworzeniu komiksów, skoro nie potraficie tego robić należycie?

Komiks to masowa forma komunikacji, bo funkcjonuje w społecznym obiegu pod postacią publikacji. To znaczy, że w jego istnienie jako tworu artystycznego wpisany jest odbiorca. Bez odbiorcy (kupującego komiksy) komiks nie istnieje jako forma masowej komunikacji. Z kolei ograniczenie istnienia komiksu tylko do galerii jest kompletnym nieporozumieniem, bo niweluje swoistość gatunkową komiksu, zrównując go w tym przypadku z przekazami, które odbiera się głównie na zasadzie oglądania (obrazy, grafiki). A przecież komiks również się czyta. Tak jak książkę. Tak więc zakupienie (lub wypożyczenie) komiksu i jego odbiór "w indywidualnej przestrzeni" jest tu absolutną podstawą.
Wy tymczasem to zupełnie odrzucacie. Nie tylko dlatego, że macie problemy z opanowaniem poetyki komiksu (np. klarowność formy przekazu czy respektowanie "literackich" zasad konstruowania fabuły), ale przede wszystkim dlatego, że nie tworzycie z myślą o odbiorcy (który miałby zainteresować się Waszym dziełem, chcieć je kupić i chcieć zapoznać się z jego treścią). Tworzycie w głównej mierze z myślą o ukazywaniu swego wnętrza, przemyśleń, bólu egzystencji, super-odlotowych (we własnym mniemaniu) pomysłów i innych jakże frapujących treści...

Skoro więc bardziej, niż na dotarciu do odbiorcy, zależy Wam na obnażaniu swego ego, to może zajmijcie się dziedzinami, które istnieją bez potrzeby przyciągania masowego odbiorcy.
Mówiąc wprost, zamiast partolić "komiksy" i wmawiać wszystkim, że to działanie "artystyczne", "awangardowe", "elitarne", a potem frustrować się, że mało kto w to wierzy i po prostu "olewa" Wasze poczynania, to może dajcie sobie spokój z tymi komiksami i zacznijcie np. malować obrazy, ryć miedzioryty albo dłubać w drewnie. Wszystkim to wyjdzie na dobre.
To moja konstruktywna propozycja.

A pożegnać "czule" możemy się już teraz (bo wątpię, aby cokolwiek z tego, co tu pisałem przebiło się przez beton w Twojej głowie).

turucorp pisze...

ostrzegalem :)

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Mega fajna dyskusja. Problem polega na tym, że w takiej formie jest zbędna;) Takie tam wałkowanie tematu bez konkretów.
Panowie stosujecie niesamowite uogólnienia i stąd nieporozumienia.
Co do prostytuowania to mówcie panowie za siebie. W kwestii komiksu, to ja robię to co robię tak jak chcę i - trochę nawet być może niestety - nie jest to pod żadne zewnętrzne dobrze płatne zamówienie.

Kolego trollu, co do mainstreamu to bywa jak bywa, na dziś wygląda to tak, że większość twórców zapewne jednak próbuje zrobić coś, co złapie się na dobry szerszy odbiór. Każdy ma inne poczucie estetyki i robi komiks w stylistyce jaką uważa za stosowną, wedle umiejętności.
Nie wiem więc czy Twoje uwagi tyczą się fabuł, rysunku, ceny, nakładu, sposobu publikacji? W zasadzie to nie wiem nawet o czym, mimo natłoku tekstu, konkretnie piszesz. Doprecyzuj o co Ci chodzi kiedy piszesz o masowej formie komunikacji, co uważasz za awangardę w świecie sztuki w ogóle.
Jeśli będziesz miał ochotę to napisz reckę np. MORFIUM 1/2, to chętnie dowiem się co w tym komiksie jest nie tak.
Operujmy konkretami.

turucorp pisze...

@Mistrzu, jak chcesz to z tym "doprecyzowaniem" zapros trolla do siebie, bo tutaj to on juz sobie nie popisze.

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Taka widzę Twoja marna cierpliwość;)
A tak już serio w temacie wspomnianych we wpisie komiksów, to jakoś nie przekonuje mnie sugestia o tym, że ich dziwność i awangardowość lub wpychanie ich w ten obszar przez kogoś zadecydowały o braku dzisiejszej popularności. Zasadniczo to nie spotkałem się z takim określaniem tych dzieł, bo chyba nie spotkałem się w ogóle z żadnym.
Ukazały się dawno, autorzy nie wydali rzeczy istotnych i popularnych, wydali za mało, żeby się wryć w pamięć czytelnika i chyba to jest ten, bardzo prozaiczny powód.
Rosiński też wspominał często, że Thorgal "chwycił" dopiero po kilku albumach. Gdyby poprzestał na kilku pierwszych, również ten mejnstrim mejnstrimów byłby dziś zapomniany.
Nie ma się chyba co ciepać. O popularności decyduje szereg różnych kwestii i tu chyba te kwestie dotąd nie zaistniały.

turucorp pisze...

no troche pojechales z tym "brakiem wrycia sie w pamiec czytelnikow",
-Butenko?, przeciez jest caly czas na topie,
-Stanny?, to samo, przeciez to klasyk,
-Andrzejewski?, no wez, nie mow mi, ze ci, ktorzy czytali "Alfe" zapomnieli jego komiksy?, -Dudziński?, faktycznie, wyjechal z kraju, ale jest chyba bardziej znany w USA niz jakikolwiek inny polski rysownik,
-Dłużniewska z jej grafikami do tekstow Wojtyszki?, sugerujesz, ze nikt juz nie pamieta Bromby, Fikandra czy Glusia? (BTW "Trzynaste piorko..." bilo rekordy na alledrogo, a nowa reedycja tez poszla jak swieza bulka),
Powtorze, jak dla mnie to problem z postrzeganiem komiksu, cos co odcina od komiksu Raczkowskiego, a przedtem blokowalo "komiksowa percepcje" ludzi czytajacych np. "Szpilki" i wciaz jest zakodowane w umyslach wielu czytelnikow (tak, rowniez burzacego sie tutaj "rozbawionego"), "ilustracje", "rysunki satyryczne", "awangardowe bohomazy", wszystko tylko nie komiks. Bo KOMIKS to wiadomo HOHOHO, ladny musi byc i w ogole.

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Trochę widać nie skumałem tekstu. Myślałem, że wrzuciłeś Butenkę właśnie jako przykład komiksu tradycyjnego dla kontrastu. Bo właśnie Butenko jest chyba takim głównym nurtem kurde.
Co do reszty to różnie jest, Dudziński może jest znany i ten jego Pokrak, ale dziś bardziej chyba jako publicysta/komentator; ale np. takie rzeczy jak "Alfa" czy "Relax" to relikty. Pamiętają już chyba tylko stare dziadki, a wymienić autorów z nazwiska (a jeszcze umieć przypasować ich do konkretnych komiksów) to już chyba mogą tylko hardkorowi fani komiksu.
Co do tekstu to chyba jak napisałem, nie skumałem tezy jaką zawarłeś, więc już nie brnę. Natomiast są rzeczy, które załapały się na dobry moment, autorzy stworzyli ciekawe postaci, wystarczająco wiele komiksów i wydanych w dobrym momencie i w ten sposób zaistnieli w świadomości, cała reszta to wspomnienia poza głównym nurtem. Można teraz ich określać jak bądź, ale chyba przyczyną ich "offowości" jest to, że nie załapali się na dobry styk wielu okoliczności i teraz są zapomniani, albo słabo kojarzeni. Butenko to akurat wg mnie mainstream pełną gębą, jesteś pierwszą osobą, którą kojarzę z przypisywania go (bądź sugerowania, że jest przypisywany) do nurtu rzeczy dziwnych.

turucorp pisze...

Znowu nie doczytales.
Butenko jest mainstreamem, ale jako ILUSTRATOR KSIAZEK DLA DZIECI, a nie jako tworca komiksow! Jego wplyw jest widoczny wsrod ilustratorow i wsrod tworcow komiksow, ktorych tworczosc jest, przynajmniej przez wielbicieli "klasycznego komiksu", postrzegana jako "chamskie undergroundy".
Jako ilustracje zacytuje sobie Kaprala (kilka wpisow wyzej): "U mnie w klasie tylko jeden kolega czytał Kwapiszona, ale był trochę dziwny." :)
Zauwaz rowniez, ze dla "rozbawionego" ta cala lista tworcow to, jak widac, syf w czystej formie.

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Nie chcę się już czepiać, ale czasem mam wrażenie, że konstruujesz te wypowiedzi tak niejednoznacznie, że tylko Ty wiesz jakim kodem je odczytywać. Nie wykluczam też, że moja wielogodzinna praca przed kompem robi swoje, ale serio, mógłbyś czasem rzucić coś na poparcie takich opinii, żeby było jasne do jakich konkretnie wypowiedzi i czyich opinii się donosisz, żeby mi chociaż ułatwić kojarzenie:)

Na jakiej podstawie uważasz, że Butenko nie jest mainstreamem w komiksie? Bo jeśli na podstawie kilku wypowiedzi na forum jednym czy drugim, to wybacz, ale licha to teoria. Spośród dziesiątek tysięcy czytelników jego komiksów kilku raczyło się wypowiedzieć i kilkoro z nich nie zalicza go do głównego nurtu i to ma cokolwiek zmieniać?
Poza tym jak już wspomniałem wcześniej, wejście do głównego nurtu to raczej wypadkowa wielu kwestii, nie tylko jakiegoś konkretnego stylu opowiadania. Zaś underground to dziś sprawa względna, bo w zasadzie co kryje się pod tym określeniem - drugi obieg prasy, jakiś konkretny styl rysunku, kontrowersyjne treści? Czy po prostu, z racji niskich nakładów, wszystko? Jakieś ramy do dyskusji by się jednak przydały, bo tak to każdą tezę można udowodnić.

turucorp pisze...

Ech, przeciez cala moja "teza" sprowadza sie do prostego:
1. Komiksy sa rozne.
2. Podwazanie wartosci czesci z nich, tylko dlatego, ze komus sie cos nie podoba, jest glupie.
3. Mamy w Polsce dluga tradycje robienia roznorodnych komiksow i "eksperymet" nie jest wymyslem ostatnich 20-15 lat.

I tyle.
Naprawde widzisz cos niejasnego, kontrowersyjnego czy klamliwego w tych trzech prostych zdaniach?

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Zasadniczo co do samego wpisu to chodzi mi o te fragmenty:
"pasjonaci komiksów, z uśmiechem na ustach, wywalają poza nawias percepcji" - no ale którzy pasjonaci? przecież jest zapewne spora liczba czytelników tych komiksów, tyle, że są to rzeczy zakurzone i powszechnie zapomniane no i stare, bez wznowień, autora, który nie wydał tyle rzeczy, by zaistnieć w masowej wyobraźni na dłużej, toteż zwykle jest już raczej pomijany niż spychany w jakikolwiek nurt;

albo
"(...) to już zbrodnia i trzeba jak najszybciej wymazać z pamięci? (...)ale żeby zaraz robić z tego zapomnianą „awangardową” ciekawostkę?"
i w jednym ciągu: "Przecież to są świetne komiksy (przynajmniej dwa pierwsze) i to opublikowane nie gdzie indziej, jak w najlepszych numerach „Relaxu”!"
No właśnie - Relaxu - z jakieś sto lat temu poszło to drukiem, a Ty się dziwisz, że tego nikt nie pamięta. Ja czytam komiksy, a słabo to pamiętam, co dopiero reszta niedzielnych czytelników czegokolwiek.
Nie za bardzo więc wiem na jakiej podstawie zarzucasz przywoływanemu tu archetypicznemu czytelnikowi niecne chęci wrzucania wszystkiego tego w awangardę. Myślę, że tu zaistniało kryterium czasu, a nie jakieś czytelnicze wysublimowanie estetyczne.

Dobrze, że przypominasz tych twórców, ale chyba motywy kierujące czytelnikami nie są takie o jakich wspominasz. Kilku głośnych malkontentów zawsze się znajdzie, ale przestańmy w końcu wyrabiać opinie na bazie podjaranych anonimowych troli.

turucorp pisze...

Mowisz, ze zapomniane bo nie wznawiane?
To ciekawe, bo np. taki Saudek wydal u nas mniej i w tych samych miejscach co w/w i jakos nie jest "zapomniany"?
Byles na WSK, nie zauwazyles jak starannie odseparowano wystawe Butenki od imprezy komiksowej?
Poza tym, i pomijajac juz wszystkie "anse", staram sie (byc moze nieudolnie i metnie), jedynie zwrocic uwage, ze to w jakich kierunkach rozwija sie wspolczesny komiks w Polsce, ma u nas swoje korzenie (czyli jednak nie sa az tak do konca zapomniani), a nie jest wynikiem zapatrzenia sie na Francje czy USA.
I ze tradycyjny polski komiks, to nie jedynie, wzorowana przeciez na zachodnich komiksach, estetyka proponowana przez Rosinskiego, Polcha czy Christe, ale rowniez multum innych rzeczy, czesto wychodzacych poza schemat "ladnego komiksu".
A kwestia odbioru tej "innej estetyki", no coz, czytales koncowke 2-giej czesci relacji z Ligatury na "Kolorowych"?
Tak to postrzega wielu ludzi, nie tylko garstka "tolli".

MISTRZ ZAGŁADY pisze...

Saudka swego czasu wygrzebało AQQ, Raczkowskiego PRODUKT, Butenko wciąż publikuje.
Poza tym o braciach Saudek jest trochę więcej szumu, a to telewizja, a to jakieś spotkania. Gdyby 20 blogerów poszło Twoim tropem i przypomniało tych twórców w jednym czasie, to zapewne udałoby się "przywrócić do życia" tych i pewnie kilku innych rysowników i jeśli ktoś jest w stanie, to warto.
Tekst na Kolorowych przeczytam zaraz, choć trafniej byłoby się od razu odnieść do konkretnych wypowiedzi. Łatwiej jest dyskutować z konkretną wypowiedzią i konkretnym autorem niż obiegową opinią i anonimowym trolem.

Może rzeczywiście coś jest na rzeczy, ale skoro już wynajdujesz te swoje "wynalazki", to możesz śmiało podejść do tego bardziej edukacyjnie niż w ramach "pretensji". Założę się, że dużo osób chętnie zwróci baczniejszą uwagę na tych twórców. Tu raczej nie ma niechęci, tylko słabe rozeznanie albo piętno czasu.

turucorp pisze...

No coz, wiekszosc ludzi, ktorzy bywaja na tym blogu, zdaje sobie sprawe, ze pisze czasmi troche "zbyt agresywnie"...trudno...tak juz mam.
A jesli chodzi o te "20 blogow, ktore przypominalyby", to zamieszczone we wpisie plansze Dluzniewskiej z "Trzynastego piorka..." wkleilo do siebie na blogi kilkadziesiat osob rozsianych po calym swiecie...wystarczy jak na jeden wpis, czy moze mam jeszcze zaczac prowadzic bloga po angielsku i rozsylac co ciekawsze komiksy z Polski po calej blogosferze?

Kapral pisze...

Nie chodzi o to czy oni się przebili czy nie. Przede wszystkim, wymienione przez Turu osoby w ogóle nie były (nie są) komiksiarzami. Nie można ich więc porównywać z rasowymi wyjadaczami w stylu Christy czy Rosińskiego, którzy konsekwentnie, przez całe życie posługiwali się tą formą wypowiedzi.

Tymczasem Turkowa grupka twórców "dziwnych komiksów" to po prostu rysownicy, którym zdarzyło się z komiksem poflirtować i tyle. Poszli dalej, zostawiając za plecami swoją komiksową przygodę - bo im się znudziła, albo wyrośli albo jeszcze coś innego. To są w gruncie rzeczy outsiderzy, a tacy potrafią namieszać w każdej dziedzinie. Więc nie ma się co dziwić, że ich spojrzenie na komiks było trochę inne. Ano było, bo nie mieli ze sobą całego komiksowego bagażu.

Nawet Butenko nie był przez wiele lat uznawany za komiksiarza, dopiero Marciniak go wypromował w fandomie i wciągnął na komiksowe salony. Gdyby nie Marciniak, Butenko nadal uważany byłby za ilustratora, i to dość monotematycznego.

Turu, robisz spore nadużycie. Nie ma żadnego oporu przeciwko "polskiej tradycji komiksu dziwnego", przede wszystkim dlatego, że taka tradycja w ogóle nie istnieje. Są pojedyncze eksperymenty komiksowych outsiderów i tyle.

M. Sledzinski pisze...

Przychylam Turu w kwestii "rozdwojenia jaźni". Kiedy Raczkowski w wywiadach mówi: "Rysuję komiksy" jego wystawy są "wystawami rysunku satyrycznego".

Ilu ludzi w Polsce na pytanie, czy czyta komiksy żachnie się i ogólnie "to dla dzieci"? Jednocześnie ci sami ludzie na potęgę czytają w necie szorciaki, dzielą się nimi na FB, tumblrach, kwejkach etc. Z tym, że to są już "śmieszne obrazki", słowo "komiks" staje im w gardle. I to jest masa, masa ludzi.

Zaryzykowałbym wręcz tezę, że większość użytkowników sieci w PL czyta komiksy i to codziennie i ma z tego radochę, jednocześnie stwierdzając, że "nie, oni nigdy" lub co najwyżej "kiedyś (wstaw tytuł klasyka)".

Otwartą kwestią pozostaje poukładanie im tego mętliku w głowach oraz zachęcenie do wyjścia poza formę internetowego szorta, namówienie do zakupu albumu, zeszytu (szczyt bezczelności ze strony wydawcy oraz artysty - darmozjada, bo kasę to się już tylko na kebab wydaje).

I na deser takie coś. Młody streetartowiec a jakby z butenkowej szkoły. I teraz pytanie, czy to świadoma stylizacja na klasyka, czy też wynik dorastania w takiej a nie innej kulturze graficznej? Ostrożnie obstawiam to drugie. Jak słusznie Turu prawi mamy swoją tradycję, której nie należy się wstydzić (przeciwnie), należy ją tylko odpowiednio opakować i sprzedać. Przy okazji, serio, ignorować, nie karmić, w ostateczności wyrugować z blogokomci ludzi pokroju rozbawionego (jak można tak wiele napisać, nie pisząc nic???).

turucorp pisze...

@Kapral, ja sie nie znam, nie wiem czy "naduzywam" czy nie.
Ale wiem, ze wielokrotnie na tym blogu (ale rowniez na forach) pisalem o zachodnich tworcach, ktorzy maja w dorobku np. JEDEN (KROTKI!) komiks i sa tam zaliczani do KLASYKOW, ktorzy wplyneli na rozwoj komiksu.
Ty sugerujesz, ze polscy tworcy, ktorzy zrobili po kilka komiksow i ktorych wplyw na wspoczesnych autorow jest ewidentny, nie sa TWORCAMI KOMIKSOW? Bo co? Zrobili ich za malo? Nie byly zgodne z owczesnym "kanonem komiksu"?, Bo oprocz komiksow robili/robia inne rzeczy?
No wez, powiedz, ze zartujesz, prosze :(

Kapral pisze...

Turu, jeśli nie chcesz po raz kolejny zostać posądzony o gołosłowie, wyjaśnij jakich to zachodnich "jednorazowych klasyków" masz na myśli. Będziemy mogli wtedy porównać ich osiągnięcia z Andrzejewskim i Pawłowskim.

W polskich realiach chyba tylko profesor Skarżyński zdobył (w pełni zasłużenie) status klasyka, nie będąc komiksiarzem. Z tym, że jego Janosik akurat wcale dziwny nie był :)

Kapral pisze...

Przy okazji pytanie dodatkowe, a właściwie zasadnicze: co Twoi "jednorazowi klasycy" mają wspólnego z rzekomą polską TRADYCJĄ dziwnych komiksów???

Podkreślam słowo TRADYCJA, bo przede wszystkim ono mi się w Twojej tezie nie podoba, a właśnie do niego zapomniałeś się odnieść (tradycyjnie).

turucorp pisze...

przyklady? prosze bardzo, kilka z brzegu:
Si Lewen (w zakladce "graphic stories"
David Lynch
Roberto Altman

BTW prof. Skarzynski "nie byl komiksiarzem"?, ciekawe, ktos kto cale zycie robi i kolekcjonuje komiksy, NIE JEST KOMIKSIARZEM? Mozna wiedziec jak ty to klasyfikujesz? Bo za stary i nie pisal bloga, czy co?

Kapral pisze...

Twoim zdaniem Skarżyński był bardziej komiksiarzem niż malarzem, ilustratorem, czy scenografem? Daj spokój. Przecież komiks nie był sednem jego sztuki, raczej odskocznią i przerywnikiem. Sam o tym mówił. Ja nie podważam jego dorobku, tylko staram się nadać słowom jakąś treść, a nie wrzucać wszystkich zawodowców, amatorów i outsiderów do jednego wora z napisem "komiksiarze".

A co do Twoich przykładów - to co konkretnie one mają wspólnego z komiksową twórczością Butenki, Andrzejewskiego i Pawłowskiego? Wpływ na rozwój komiksu? Czy ty nie za bardzo odpływasz w jakieś matriksowe rejony?

turucorp pisze...

uhym, spoko, Ostrowski jest wokalista, projektantem i tworca teledyskow, Mazur muzykiem i ilustratorem ksiazek dla dzieci, Skutnik grafikiem komputerowym i tworca gier, Fras malarzem i perkusista, Szneider malarzem, grafikiem i tworca multimedialnym, Truscinski na kazdym kroku powtarza, ze nie jest "komiksiarzem", a ja jestem prostym robolem, ktory w ramach odskoczni dlubie bazgroly...itd. itp., o kurde, zdaje sie, ze nie mamy w Polsce "komiksiarzy"?! O_o'

A na moje "matriksowe przyklady" trafilem przez wypowiedzi, ktorych nawet Ty uznalbys za "zawodowych komiksiarzy", wiec, na szczeszcie, w "moim matriksie" mieszkaja ludzie, ktorych cenie za to co robia, i ktorzy potrafia wskazac co ich inspiruje.
A w Twoim "matriksie" jak tam? Komiksy pojawily sie z nicosci i od razu byly tylko te "ladne" czy co?

Kapral pisze...

Powtórzę pytanie po raz kolejny, bo znów Ci umknęło: co to jest ta polska TRADYCJA komiksu dziwnego?

I kto konkretnie próbuje ją kontynuować, a kto jej nie akceptuje?

Dziękuję.

Kapral pisze...

Turu, w moim matriksie ładne komiksy wyłoniły się z brzydkich :)

Zadowolony?

turucorp pisze...

Spoko, zawsze wolalem "brzydkie kaczatka".
A wracajac do meritum:
zauwaz, ze uzylem okreslania "dziwne komiksy" w cudzyslowiu. Mamy przedwojenne, nieme komiksy Miklaszewskiego, mamy Lengrena, Sawke, Mleczke, Raczkowskiego, przy ktorych wiekszosci odbiorcow slowo "komiks" nie chce przejsc przez gardlo, mamy ludzi wymienionych w tekscie, ba, sklaniajac sie ku tezie Szylaka (ale i Ruska), mamy dziesiatki komiksow przed- i powojennych, ktore sie nie lapia na komiks, bo maja teksty pod obrazkami a nie w dymkach (wyklad Szylaka na ostatnim WSK bardzo sensownie uzasadnial "komiksowosc" tych produkcji) itd. itp.
TO JEST ROWNIEZ NASZA TRADYCJA, tak samo jak komiksy z "Relaxu" i "ŚM".
Kontynuacje znajdziesz sobie, bez problemu, wsrod wielu "chamskich udegroundowcow".
A kto jej nie akceptuje? Hm...tak najkrocej? Bardzo wielu wielbicieli "klasycznego polskiego komiksu", czytelnicy "Przekroju" i innych miesiecznikow, wielu decydentow w roznego typu urzedach i instytucjach, emerytowani wojskowi, sieciowe trolle, niektorzy ze wspolczesnych tworcow komiksow, wielu wykladowcow na ASP...

Kapral pisze...

Fani Tytusa, profesorowie z ASP i emerytowani wojskowi???

Stary, wykryłeś UKŁAD!!!
Gratuluję!!!

A tak na serio - naprawdę wierzysz, że fani Tytusa mogą polubić komiks Lyncha? No proszę Cię...

turucorp pisze...

a, to ja tu mowilem o jakims ukladzie?, ciekawe.
I ja jestem fanem Tytusa (ale tylko tego "za komuny") i uwielbiam Lyncha, wiec nie rozumiem, gdzie tu widzisz dysonans?

Maciej pisze...

Wydaje mi się, ze nie powinniśmy używać zamiennie "komiksiarza" i "twórcy komiksów". Moim zdaniem "komiksiarz" to twórca komiksów zainstalowany w fandomie.

Turu czasami leci w martyrologię, ale to dopuszczalna forma blogowego pierdololo. Z materią zgadzam się w 100 procentach i nakręcam klakę. Z drugiej strony potrafię zrozumieć wątpliwości oponentów.

Sławomir Zajączkowski pisze...

1) Turucorp: czemu Ty w ogóle rozmawiasz z anonimami? Powinieneś zostawiać tylko pierwszy wpis anonima, potem go ostrzec by pisał kulturalnie, a jak nie posłucha, to dalej już wszystko konsekwentnie usuwawać.

2) zgadzam się z Kapralem co do oceny Skarżyńskiego -komiksy nie są sednem jego sztuki. Ja bym stawiał tu raczej na scenografię filmową i teatralną vide: "Pamiętnik znaleziony w Saragossie" itd). Tzn. "komiksiarzem, to on owszem był, zgoda. Ale bardziej niż "był", "bywał". Śmiem twierdzić, że w polskiej sztuce bardziej zapisał się jako scenograf niż komiksiarz (choć masz prawo myśleć inaczej). Podobnie jako ilustrator i gawędziasz zapisał się Kobyliński, choć i on komiksy robił. Np. gdybym miał poświęcić notkę w encyklopedii sztuki Skarżyńskiemu zacząłbym ją tak: scenograf, profesor ASP, ilustrator, autor komiksów itd... KobylińskI: ilustrator, gawędziarz, znawca militariów, autor komiksów itd... a np Christa: wybitny twórca komiksów, autor kultowej serii "Kajko i kokosz" itd... Taka między nimi jest różnica.

3) Myślę, że ten Twój tekst o tradycji "dziwnych komiksów", bardziej pasuje do "komiksologicznej" gadki uprawianej na sympozjach w Łodzi. Tam większość prelegentów też szuka różnych poboczy, granic komiksu, usadowia komiks na granicy różnych sztuk, torpeduje definicje. W tym sensie podoba mi się konsekwencja Kaprala - i jego obrona przed wrzucaniem wszystkich do wora z napisem "komiksiarze".

pozdrawiam
Sławomir Zajączkowski.

turucorp pisze...

ad 1) niektorzy potrzebuja troche wiecej czasu, zeby sie opamietac. Staram sie dawac kazdemu kilka szans, a ze w tym przypadku opamietanie nie nadeszlo, no coz, trudno, pozegnalismy sie, bez zalu.

ad 2) Juz kiedys o tym pisalem, ja cly czas mam wrazenie, ze Kobyliński po prostu komiksu nie lubil, nie rozumial i traktowal go jako cos nie wymagajacego az takiego wysilku jak ilustracja. I to po prostu widac.
A Skarżyński wrecz przeciwnie, pasjonowal sie komiksem, zarowno jako tworca jak i czytelnik. To przewija sie we wspomnieniach o nim, wszystkich, ktorzy zdazyli go poznac. I, co moim zdaniem rownie wazne, byl zdeklarowanym, zrzeszonym i placacym skladki czlonkiem organizacji tworcow komiksow, i to w czasach, w ktorych w Polsce nikomu nie snilo sie nawet cos takiego jak PSK czy nawet Contur. Czy to wystarczy zeby byc uznanym za "komiksiarza"?

ad 3) ja nie wiem do czego pasuje moj tekst, po prostu, jak trafiam na KOMIKS, to mowie, ze to jaet KOMIKS, a nie "pobocze", "pogranicze" itp.
Dopuszczam mozliwosc, ze jak cos jest komiksem, to dla niektorych moze tym komiksem nie byc. Ale to juz nie moj "matrix" :P

Maciej pisze...

AD 2. Dokładnie, pomyślałem to samo. Przecież patrząc ogólnie, nie z pozycji naszego podwórka, Skarżyński był komiksowym działaczem, jurorem itp w jakiś światowych komiksowych strukturach. Z drugiej strony, kolejność wyliczona przez Sławomira to dla mnie oczywistość. Tak to jest, być zbyt wszechstronnym...

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...