wtorek, 3 lipca 2012

cover... covered... discovered...

No tak, Kapral jedzie dalej z analizą Christy, a przy okazji wychodzi na to, że "żabojady" rozszyfrowały akcję "Supermatou vs Orient-men" już w 2007 roku.
Ale, ale, ale, ja chciałem o czymś innym, bo grzebiąc za kolejnymi planszami Brecci, trafiłem na stronę hiszpańskiej Tebeosfery i "pewien szczegół wzrok mój przykuł".
Zacznijmy jednak od "początku".
Okładki "Relaxu" można podzielić na trzy etapy,
pierwszy (cztery numery), to eksperyment z typografią nazwy:



drugi (do 1980 roku) ma już ustalone, jednolite "typo" i charakterystyczny układ kadrów (jeden centralny, pozostałe pod spodem, lub sporadycznie z boku):




i nagle, w 1980 następuje zmiana, inny krój liter, "R" wyciąga się charakterystyczną krechą w dół (na której lądują kadry z komiksów i rok wydania), pojawia się głowa Kajka "z dymkiem" itd., i taki układ pozostaje już do zamknięcia pisma:

I teraz pytanie, po co zmieniano okładkę?
Jeżeli pierwszy etap potraktujemy jak konkurs, który wygrała okładka nr. 3, to zmianę w 1980 ciężko czymkolwiek uzasadnić (magazyn i tak wyróżniał się wśród innych czasopism na kioskowej witrynie, o czytelnika nie musieli walczyć, a zresztą, popyt był taki, że trzeba było dogadywać się ze znajomą kioskarką, albo zakładać specjalną teczkę)
No chyba, że zadziałały jakieś "czynniki zewnętrzne"?
Możliwe, że jakimś tropem jest "wątek hiszpański"?
Np. magazyn "Chito", wydawany w latach 1974-75 w Sewilli?




Nie wiem, nie znam się, ale fajnie byłoby wiedzieć, jak wyglądały kulisy powstawania "Relaxu", czy diametralna zmiana stylu rysowników wynikała z wielkiej paki zachodnich komiksów, z których każdy coś sobie wybrał? Czy wśród tych komiksów zaplątały się numery mało znanego, hiszpańskiego magazynu komiksowego? Itd. itp.
Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że, jak się okazuje, we Francji od dłuższego czasu, z uśmiechem na ustach analizują na forach, z czego korzystali nasi mistrzowie,
A u nas wszechobecny i bezkrytyczny kult jednostek, wciąż umacnia koronny argument o wyższości starego nad nowym.
Szanujmy naszych  mistrzów, ale przestańmy ich traktować jak ewenement w skali światowej, do którego nie da się dorównać.
Bo tak po prostu nie jest.
Bo prawdziwa "polska szkoła komiksu" powstaje cały czas, i dopiero kiedy ludzie zrozumieją, że współcześni twórcy są równie ważni, i równie (a może nawet bardziej) oryginalni od mistrzów, dopiero wtedy powstanie szansa na wyjście z getta.
Diametralna zmiana mentalności i świadomości krajowych czytelników, na którą się, niestety, nie zanosi.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...