środa, 20 stycznia 2010

Retrospekcje cz.1


Wprawdzie nie skończyłem jeszcze albumu (idzie powolutku, bo zmagam się z materią i kuszącymi możliwościami wybranej konwencji), niemniej wypadałoby w końcu coś tutaj skrobnąć.
No to skrobię, żeby nie było, że blog umarł.

Często zastanawiam się, jakby to było, gdyby nie pojawił się „Relax”, Milicja Obywatelska nie zainteresowała się propagowaniem zaszczytnej służby w swoich szeregach za pomocą „kapitalistycznego medium”, a „Świat Młodych” ograniczył się do publikowania komiksów „paraharcerskich”.
Czy Rosiński, Polch, Kasprzak i kilku innych robiłoby komiksy?
Jak wyglądałby współczesny komiks krajowy?
I przede wszystkim, czy istniałby jakikolwiek rynek komiksowy? (a jeśli tak, to czego oczekiwaliby czytelnicy i przez jaki pryzmat postrzegaliby dzisiejszych autorów?)
Rozważania oczywiście czysto hipotetyczne, ale rozglądając się tu i ówdzie, mam przykre wrażenie, że cholernie dużo, tak komiksów jak i potencjalnie inspirujących grafik i ilustracji, po prostu popadło w zapomnienie, tylko dlatego, że pojawiały się poza zakresem percepcji współczesnych „komiksiarzy”.

Na początek proponuję mały rzut oka na środowisko „satyryków”, bo po pierwsze, tam chyba najwięcej i najciekawiej się działo w drugiej połowie XX wieku, a po drugie, wydaje się, że podział środowiska na „satyryków” i „komiksiarzy” pokutuje do dzisiaj (vide Sawka czy Raczkowski, którzy robiąc komiksy, przez większość czytelników są postrzegani jako rysownicy satyryczni, a słowo „komiks” nie chce przejść przez gardła nawet redaktorom gazet, w których publikują).
Przede wszystkim „Szpilki”, ale również „Przekrój”, „Karuzela”, „Polityka” i wiele innych gazet, to miejsca, w których można było trafić na graficzne perełki, czy to formie pojedynczych rysunków, pasków komiksowych, jednoplanszówek, a niekiedy kilkustronicowych „szortów”.
W ramach leczenia „syndromu wyparcia” poniżej mały przegląd tego i owego:

Julian Bohdanowicz



Andrzej Dudziński



Marek Goebel


Tomasz Jura



Janusz Kapusta


Andrzej Klimczyk




Andrzej Krauze



Andrzej Mleczko (zanim zaczął „poprawiać” komiksy na „mleczkomiksy”)





Mieczysław Olszewski


Andrzej Podulka


Eugeniusz Rzeżucha

C.D.N.

4 komentarze:

Pharas pisze...

Cieszę się, że blog jednak żyje. :)

Skoro mowa o Sawce i Raczkowskim to z mojego podwórka przychodzi mi na myśl też Zbigniew Jujka tylko nie wiem czy on kiedyś narysował jakiś komiks, czy zawsze to były tylko jednokadrowe publikacje.

Marek Goebel polskim Crumbem? :o

Andrzej Janicki pisze...

Rysownicy satyryczni na całym świecie posługują się językiem komiksu, bo te gałęzie wyrastają z jednego pnia, ale czy przez to są komiksiarzami? Zazwyczaj tak swojej roboty nie określają.

turucorp pisze...

Jesli chodzi o Jujke, to nie trafilem na jego komiksy, podobnie jak nie trafilem na komiksy Gwidona Miklaszewskiego, ktory przez dziesiatki lat zapelnial cale strony np. "Dziennika Zachodniego" zbiorami rysunkow o jednorodnej tematyce, ale to byly zawsze pojedyncze rysunki, ustawione obok siebie lecz bez ciagu narracyjnego.
Goebel niekoniecznie polskim Crumbem, w tym czasie wielu naszych rysownikow fascynowalo sie amerykanskim undergroundem (Mleczko tez tak bywal czasami okreslany), min. dlatego ten temat poruszam, bo owczesni krajowi rysownicy "satyryczni" byli znacznie bardziej awangardowi, niz krajowy komiks.
A jesli chodzi o "komiksiarzy", jak rysownik satyryczny robi film to nazywa go filmem, a jak robi komiks to nazywa to "zartem rysunkowym", "cartoonem", "historyjka obrazkowa" etc., wstydzi sie czy co?

Jarek Kozłowski pisze...

Co do Jujki, to powiedział kiedyś wprost, że za komiksem nie przepada, więc raczej żadnego nie narysował. Co do rysowników, to Antoniemu Chodorowskiemu zdarzyło się kilka pasków narysować.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...