sobota, 13 lutego 2010

Każdy kij ma conajmniej dwa końce


No i co?
No i jajco.
Jak już się trochę lepiej poczułem (podczytując min. Śledzia czy Mistrza Z. z komentarzami włącznie), to oczywiście na forum Gildii, JAPONfan musiał wkleić wkurzającego linka.
I teraz ciekawostki:
-dr hab. Gabriel Kołat doskonale zna temat, bo stoi min. za „Cartoon Sita”
-Wojciech Prokop i Daniel Gembus współdziałają na co dzień z innymi twórcami w ramach „Fabryki Komiksu Estremadura”
-wszyscy panowie są odpowiednio wykształceni, więc doskonale powinni znać różnicę między „realizmem” a „akademizmem”
-wszyscy panowie mają dosyć dobry wgląd we współczesny komiks, powinni zatem zdawać sobie sprawę, że „ładny rysunek” niekoniecznie oznacza „dobry komiks”, zaś „pełna paleta środków wyrazu” (w komiksie) to nie jedynie wklejenie kilku obrazków na jedną planszę.
Ale nie, lepiej walnąć jak łysy grzywą „manifest artystyczny” na poziomie piętnastolatka w ramach wystawy „patrzcie jacy jesteśmy zajebiści i nowatorsko oryginalni”.
Zatem, jeżeli to nie jest „artystyczna prowokacja”, to ja przepraszam, ale komuś tu się zdrowo pomerdało.

Z drugiej strony mamy projekt „Orbis Pictus”, który, jak dla mnie, prezentuje bardzo hermetyczne (czy wręcz separatystyczne) podejście pewnych środowisk twórczych do tematu „komiks”, a ja kompletnie nie rozumiem, dlaczego i po co?
Bo, starając się patrzeć na cały projekt z pewną dozą nadziei i zrozumienia, z przykrością stwierdzam, że zbyt wiele pary idzie w „wymyślanie” rzeczy już dawno wymyślonych.

Po chociażby takich projektach jak „Abstract Comics” czy „OuBaPo” naprawdę trzeba czegoś więcej, żeby móc z czystym sumieniem twierdzić, że „penetruje się nowe przestrzenie komiksu”, no chyba, że dotyczy to jedynie „polskiego poletka”. Ale w takim razie, kolejny raz jest to jedynie zabawa „w pawia narodów i papugę” a nie kreowanie nowej wartości.

Przykre.

Dla poprawy humoru (i własnej satysfakcji) tradycyjne sznureczki:
-Z dedykacją dla „Orbis Pictus”:
Książki w stylu „Dada” (i nie tylko)

-I, ponieważ właśnie dotarła do mnie nowa książka „o pandzie” (dzięki Daniel), to z dedykacją dla „Comix’sage”:
Jon J. Muth

11 komentarzy:

Mr. Herring pisze...

Comix'sage wywołał już na Polterze swego czasu fajnego flejma. Te wszystkie "nobilitacje" i "rehabilitacje" to o kant dupy są. Po pierwsze niczego nie trzeba nobilitować i rehabilitować, bo to nie "wina komiksu", że Polak głupszy jakiś estetycznie i kulturalnie (i jeszcze chamisko ma czelność zaprzeczać:) Nam potrzeba po prostu historii i bohaterów, które magnetyzują a nie studenckiego pieprzenia i wystawiania realistycznego (bo nierealistyczne to oczywiście iwil i nieudolność) rysunku i malarstwa, które mogą ale nie muszą być środkiem wyrazu w komiksie. Także po raz kolejny - pffffffff.

turucorp pisze...

mnie najbardziej wkurza, ze naprawde lubie i "artystyczne formy eksperymentalne" i "akademicki pseudorealizm", ale wtedy, gdy jest to zasadne, czyli tak jak sugerujesz, kiedy jest jakas historia i jacys bohaterowie.
Wystarczy spojrzec np. na Trondheima, ktory potrafi pozamiatac rysujac album o "ludkach-patyczakach".
Jak dla mnie starania ludzi, ktorzy deklaruja "nowatorski artyzm" swoich komiksow, nie majac jednoczesnie pojecia o tym co juz w komiksie zrobiono i olewajac czytelnika, to bezsensowna strata potencjalu, czasu, mozliwosci, ktorych tutaj i teraz naprawde brakuje.

Mr. Herring pisze...

@Trondheim - ten mistrzu to przykład pięknej pokory wobec najprostszych środków wyrazu, za to ma mój dozgonny szacun.

@"nowatorski artyzm" - no, weź, przeca to termin komediowy:) Swoją drogą to znamienne, że napuszone magistranty, asystenty i doktoranty idą w komiks krokiem pewnym i śmiałym, w ogóle nie rozglądając się na boki. Well, powinni. Może by im nóżka jednak zadrżała:)

@"strata potencjału" - dlatego zamiast popijać winko na wernisażu powinni siedzieć i napierdalać scenary.

timof pisze...

no jako że obie rzeczy wpadły mi w łapę, a ze świata (nie tylko zachodu, ale i wschodu, tego bliskiego i dalekiego) widziałem mnóstwo komiksów eksperymentalnych...

eksperymentujących z formą, treścią, grafiką, itd.

to muszę stwierdzić, że w przypadku comix'sage mamy do czynienia po prostu z gniotem, w przypadku projektu kuby woynarowskiego mamy parę błyśnięć, ale ogólnie bełkot i widoczna nieznajomość sztuki (katalog niepodległość komiksów), z która próbują się mierzyć ci ludzie.

że aż powiem, że słaba rosyjska wystawa z angouleme prezentuje się parę poziomów wyżej, pod każdym z wymienianych względów.

a i bardzo chciałbym aby kuba zrobił analizę dino buzzati i jego polski apolegoty, skoro hołubi tak tego pogrobowca.

turucorp pisze...

w przypadku Woynarowskiego to ja juz sie mocno pogubilem. Facet ma swietna lape, widac, ze instynktownie czuje jezyk narracji komiksowej itp., z tego co zauwazylem rozglada sie za innymi komiksami, a jednoczesnie grzeznie w projekt z ekipa traktujaca komiks bardzo pretekstowo i "pseudoartystycznie".

adler pisze...

może to są akcje pod publiczkę, a właściwie pod dziennikarzy. chętniej napiszą o "nowej jakosci i rewolucji w komiksie" niż "stabilny rozwoju rynku wciąż jest stabilny".
przeczytałem sobie ten wątek na gildii i poziom intelektualny Roberta Zaręby znów mnie zaskoczył.

Robert Zaręba pisze...

adler, napisz proszę, co było w mojej wypowiedzi takiego, że kolejny raz zdeprecjonowało intelekt mojej skromnej osoby w twoich oczach?
(jeśli to samo co holcmana, to nie odpowiadaj na tego posta)

adler pisze...

o, ale czemu tak samokrytycznie? może podziwiam próbę obrony tak straconej pozycji? mało kto w ogóle by się podjął.
nie, żartowałem. to głupie było.

Robert Zaręba pisze...

A bo tu już tak jest na tym świecie, że człowiek całe życie sie uczy, a i tak głupi umiera.

justyna pisze...

kolejny raz spotykam się w komentarzach z powierzchowną i stereotypową wizją artysty, który nic tylko nie robi tylko pije wino na wernisażach, ma czelność nazywać swoje działania sztuką i będąc wielkim snobem odgradza się od reszty gawiedzi (np. od komiksiarzy )grubym murem. Panowie, wstydźcie się tych wypowiedzi bo wygląda na to, że to właśnie wy nie chcecie dzielić sceny z innymi.

turucorp pisze...

ejze, szanowna Justyno
-po pierwsze, Sledziu pisze to co mu na watrobie siedzi (i poniekad, czesciowo, ma racje),
-po drugie, komiksy sa przedewszystkim do czytania a nie ogladania w galeriach, wystawianie jakiejkolwiek formy komiksu nie powinno byc celem samym w sobie, a jedynie dodatkiem, uzupelnieniem lektury.
Ludzie dzialajacy w krajach o "wyzszej kulturze komiksowej" doskonale to rozumieja i jakims cudem nie zaczynaja od szturmowania galerii tylko od wydawania komiksow.
-po trzecie, chociazby na tym blogu sa dostepne linki do wielu naprawde eksperymentalnych form komiksu, uwazasz, ze projekt typu "Orbis Pictus" wyprzedza swiatowa awangarde w tym temacie?
Bo moim zdaniem za wiele tutaj powielen (swiadomych lub nieswiadomych) tego co juz dawno wymyslono.
A to dyskredytuje sam projekt.
-po czwarte, w 1996 roku jezdzila po naszym kraju wystawa "Opera Komiks", i powiem szczerze, chcialbym zeby krajowy komiks artystyczny, dzisiaj, po 14 latach, pokazal cos wiecej niz to co Francuzi zaprezentowali wowczas w ramach retrospektywy.
A niestety tak sie nie dzieje.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...