piątek, 24 kwietnia 2009

Tak to bywa, kiedy się komiksów nie czyta.


Oho ho, Aleja Komiksu zapodała wywiad z Andrzejem Klimowskim, jak rozumiem teraz czeka nas wysyp błyskotliwych opinii w komentarzach i kolejne przedefiniowanie definicji co jest a co nie jest komiksem?
A wracając do tematu, szkoda, że w wywiadzie nie pojawia się kwestia nawiązania przez Klimowskiego, w jego wcześniejszych publikacjach, do pierwotnej formy „powieści graficznej”, nie „komiksu” tylko właśnie „powieści graficznej”, czyli tego co podpada pod sprytną „komiksową” definicję Wilka: „Rodzaj sztuki, w którym ogólnie pojęta treść przekazywana jest za pomocą sekwencyjnie ułożonych, nieruchomych obrazów”.
Klimowski wie kim byli Lynd Ward i Laurence Hyde, nie mam pojęcia czy prowadzący wywiad Karol Wiśniewski ma taką wiedzę (niemniej bardzo dobrze wybrnął stosując zwrot „powieść graficzna”), jednak obawiam się, że takowej wiedzy nie posiada większość czytelników tego wywiadu (bez obrazy, ale te „pierwotne powieści graficzne” wciąż nie ujrzały w naszym kraju światła dziennego, chociaż podobno coś się ma niedługo zmienić w tej kwestii) i obawiam się, że pojawia się pewna bariera między udzielającym wywiadu a czytelnikami.
No cóż, to jedynie dowodzi jak dużo jest jeszcze do podgonienia na naszym rynku wydawniczym.
Z drugiej strony, moim zdaniem, Klimowski w swoich ostatnich publikacjach popełnia jeden z kardynalnych błędów (o którym zresztą wspominałem w poprzednim wpisie).
NIE CZYTA KOMIKSÓW.
A że nie czyta komiksów a jednocześnie bierze się za adaptacje literatury, to sporo pary idzie w gwizdek.
Bo „Mistrza i Małgorzatę” bardzo ciekawie zaadaptował na komiks Askold Akiszyn, zaś „Dr. Jekyll and Mr. Hyde” niestety nie może uniknąć zestawienia z rewelacyjną graficznie wersją Mattottiego.
Ja rozumiem, że te dwie „powieści graficzne” Klimowskiego można potraktować jako kolejną interpretację, niemniej wydaje mi się, że gdyby autor miał świadomość istnienia innych adaptacji, to nie tracił by swojego cennego czasu na „kolejną wersję”, albo te „kolejne wersje” wyglądałyby zupełnie inaczej.
Dlatego jeszcze raz pozwolę sobie zaapelować przynajmniej do tych nielicznych, bywających tutaj autorów, cholera, czytajcie cudze komiksy.

Brak komentarzy:

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...