sobota, 11 kwietnia 2009

Czym się różnie krajowy autor komiksów od „zwłaszcza”? cz.2 czyli ludzie w różowych okularach.


-Krajowi autorzy komiksów (czyli nadal KAK), nie stanowią o dziwo jednolitej grupy (co nie mieści się oczywiście w głowach większości „masowych czytelników”), ba, KAK różnią się między sobą jak hamburger z makdonalda i rolada z kluskami i modrą kapustą.

-wydawać by się mogło, że chociażby z racji wieku, KAK są bardziej świadomi obecnej rzeczywistości niż „mistrzowie komiksu”. Okazuje się jednak, że nie do końca. Niektórzy spośród KAK załapali się na końcowy etap komiksowej hossy w naszym wspaniałym kraju, i tak już im zostało. W domowych zaciszach dłubią mozolnie swoje albumy, pełni przeświadczenia, że właśnie tworzą przełomowe arcydzieło gatunku. Samo przeświadczenie to jeszcze nic złego, niestety wraz z nim pojawiają się oczekiwania finansowe i to praktycznie zamyka całą sprawę. Gotowe albumy (często naprawdę dobre), lądują w szufladach, a ich autorzy, po konfrontacji z wydawcami, którzy umierają słysząc kolejny raz o mitycznych 100 tyś. pln za album, popadają w twórczy stupor.

-podobne oczekiwania finansowe wykazują również tzw. „kalkulatorzy”, jak sama nazwa wskazuje, taki „kalkulator” liczy, liczy ilość księgarni, liczy komiksy na księgarskich półkach, zlicza mieszkańców bloku, osiedla, miasta, mnoży i dzieli potencjalnych czytelników etc. A kiedy wszystko już skalkuluje, to siada do robienia komiksu, po skończeniu którego wyrusza na poszukiwania wydawcy. W 99 przypadkach na 100 inicjatywa „kalkulatora” ostatecznie ląduje w szufladzie, ale zdarza się również, że „autor-kalkulator” trafi na „wydawcę-kalkulatora” (który oczywiście nie ma zielonego pojęcia o specyfice rynku komiksowego), i wtedy obaj płyną w siną dal.

-kolejnym specyficznym gatunkiem KAK są tzw. „artyści”. Właściwie to dwie grupy, bo z jednej strony mamy rasowych KAK, dla których własna, „nowatorska” wizja jest ważniejsza niż sam komiks, a z drugiej strony mamy, często znanych i uznanych, twórców spoza branży, dla których komiks jest kolejnym artystycznym eksperymentem. Niestety, większość z tego typu produkcji to strzelanie ślepakami. „Artyści” raz po razie, wciąż na nowo „odkrywają Amerykę”, tworząc „nowatorskie” formy komiksowe, które w bardziej cywilizowanych obszarach naszego globu, przetrenowano już na wszelkie sposoby, jakieś dwadzieścia lat temu. Ciekawostką jest, że rasowi „artystyczni KAK”, chociaż są w stanie wyjść odrobinę poza wyeksploatowane obszary sztuki komiksowej, trafiają jedynie na skraj granicy akceptacji czytelników komiksów, zaś „artyści” spoza środowiska są bardzo często hołubieni przez odbiorców nie mających z czytaniem komiksów wiele wspólnego.
Czyli tradycyjnie, w „komiksie artystycznym” pozostajemy niezmiennie „pawiem narodów i papugą”.

- symptomatyczne, że bardzo wielu KAK deklaruje się, że nie czyta komiksów. A ja, słysząc takie deklaracje mam mdłości. Cholera, przecież to tak, jakby chirurg przeprowadzał operacje jedynie w oparciu o własne obserwacje anatomiczne, a filmowiec kręcił filmy metodą „bierzemy kamerę i co się nagra to będzie”.

-inna sprawa, że kompletna nieznajomość komiksów mogłaby być lepsza, niż tajemniczy sport uprawiany przez wielu spośród KAK. Ten gatunek KAK podczytuje komiksy sporadycznie, w czym nie byłoby jeszcze nic złego, gdyby nie zwodnicze przeświadczenie takiego KAK, że czytelnicy komiksów również jedynie podczytują komiksy sporadycznie. Taki KAK jedzie sobie zagranicę, i tam, mniej lub bardziej świadomie, „odkrywa” jakiegoś twórcę, studiuje, analizuje, trenuje i po jakimś czasie prezentuje krajowym czytelnikom swój „nowatorski styl”.
Z jednej strony, inspiracje są niezbędne, jednak z drugiej, wychodzenie z założenia, że czytelnicy komiksów to ślepi idioci jest co najmniej dziwne, jeżeli chce się zdobyć uznanie w oczach tychże czytelników. A granica między inspiracją i plagiatem jest wąska i bardzo płynna.

-w dobie powszechnego dostępu do internetu, mamy oczywiście masowy zalew KAK sieciowych, na szczęście, zgodnie z odwiecznym prawem natury, podlegają oni takiemu samemu systemowi weryfikacji co „tradycjonaliści”, proces przechodzenia do rzeczywistości niewirtualnej jest oczywiście dłuższy, kontakt z czytelnikami, którzy głosują portfelem a nie darmowym, anonimowym wpisem, bywa bardziej bolesny, ale system działa, chociaż na naprawdę „soczyste owoce” z tego typu hodowli, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

CDN (tak, tak, będzie jeszcze)

* * *
Wracając do „innej beczki”.
Świeżutkie nabytki, o dziwo jakieś bardziej mainstreamowe tym razem:
-Kolejny tom dzieł zebranych McKeevera, czyli „Eddy Current” , cudeńko, szkoda tylko, że w tak małym formacie.
-Sympatyczny „Immortal Iron Fist” (lubię Daredevila, więc i to mi podeszło, fabularnie prosto i lekko, graficznie całkiem przyzwoicie, chociaż inkerzy zmieniają się zbyt często i niezbornie).
- „Casanova”
tom 1 „Luxuria”, określenie „fajne” wydaje się tutaj jak najbardziej na miejscu.

8 komentarzy:

pjp pisze...

"symptomatyczne, że bardzo wielu KAK deklaruje się, że nie czyta komiksów"

O, toto! Ja tego nie rozumiem, przecież trzeba wiedzieć jakie są trendy, co robią inni, znać poczynania "konkurencji".

O, z wywiadu z KRLem:

Więc może z innej strony. Ostatni polski komiks, który ci się bardzo podobał?

Karol Kalinowski: Ojej… (długa cisza) Rysownicy są dobrzy, ale jeszcze nikt mnie nie zaskoczył. Ale gdybyś zapytał w ogóle o jakiś komiks, to byłaby cisza, bo ja ostatnio mało komiksów czytam. To także rada Śledzia – nauczył mnie, że żeby robić dobre komiksy niekoniecznie trzeba być na bieżąco ze wszystkim. Bo wtedy włącza się jakaś taka zwykła zazdrość i zawiść, i zamiast siedzieć, i robić swoje, to analizujemy czyjeś rysunki, a to tylko rozprasza uwagę...

Oczywiście zależy co chłopaki rozumieją przez "na bieżąco ze wszystkim". Rozumiem to, co Karol powyżej powiedział, ale jak dla mnie twórca też nie może wypinać się na rynek, licząc, że ten kiedyś zagwarantuje mu byt.

turucorp pisze...

Najczesciej to jest sciema (i to z roznych wzgledow), kazdy czyta jakies komiksy (czy to osobiscie zakupione w ksiegarni, czy tylko podgladajac to co inni wrzucaja na siec). Problem pojawia sie w wywiadach i innych publicznych deklaracjach, a bo ktos sie obrazi, ze go nie wymienilem, a bo ktos inny zauwazy, ze sie kims zainspirowalem itd.
Ale faktem tez jest, ze rada Sledzia ma sens, siadajac nad kartka papieru trzeba zapomniec o cudzych komiksach.

pjp pisze...

Nom, rada Śledzia ma sens, całkowicie ją rozumiem. Wydaje mi się tylko, że właśnie takie publiczne deklaracje typu "nie czytam komiksów" płynące z ust twórców jednak w jakimś stopniu szkodzą. Albo odwrotnie - gdyby wymienić jakikolwiek tytuł, to miałoby to bardziej pozytywny skutek, bo na pewno są fani takich twórców, którzy po przeczytaniu wywiadu pomyśleliby "o, temu się podobało, to i ja sobie wezmę przeczytam".

A czy ściema - nie wiem. Może czasem to i prawda. Tak samo jak są twórcy, których nie interesuje, co się dzieje w tzw. "środowisku", tak samo mogą być tacy, których nie obchodzi, co się dzieje na rynku.

turucorp pisze...

Dlatego napisalem, ze "najczesciej", bo zdaje sobie sprawe, ze niektorzy rzeczywiscie nie czytaja.
Tylko, ze to jest na dluzsza mete glupie, np. komiksowy dyplom absolwentki ASP, autorka przekonana o swojej oryginalnosci, profesorowie zachwyceni nowa forma, a tu dupa, bo wystarczy przejsc sie do ksiegarni i wyciagnac z polki komiks Kozy i cala "nowatorska oryginalnosc" ulatuje z dymem.
Dla mnie sprawa jest prosta, nie czytajac komiksow, nie sprawdzajac tego co robia inni, autor goni w pietke.
Niestey, zyjemy w globalnej wiosce i jesli juz ktos chce, czy wrec musi byc oryginalny, to powinien wiedziec co w trawie piszczy, bo inaczej czytelnicy, predzej czy pozniej to zweryfikuja.

gili pisze...

tylko dwie części?

adler pisze...

nic nie łapiesz, Turu, kiedy to robi studentka ASP to jest nowatorska oryginalność- komiksy Kozy to komercyjna próba wciśnięcia czytelnikowi bazgrołów mająca rzekomym artyzmem maskować braki warsztatowe. przecież to takie oczywiste.

Człowiek Potas pisze...

może źle mi sie powiedziało. powinno być- kiedy nad czymś siedzę tonie czytam innych komiksów. dobrze jest odpocząć na ten moment. zrobić obie taką czystke dookoła.

ale oczywiście- pierdolnięcie srogie z mojej strony.

co nie zmienia faktu, że nie zawdsze mnie też staćna takie komiksy.i o ile nie jestem zawsze na bierząco- to jednak ta półka ze starociami zawsze do mnie mruga.

no bo czy ktoś czytając te słowa mógłby łyknąć, że naprawdę taki KRL nic nie czytai nic nie wie? :) kiedy ma sie piedolca na jednym punkcie. załóźmy że to przerysowanie na potrzeby wywiadu.
chociaż...
kilku ostatnich polskich tytułów naprawdęnie widziałem. ale mnie to nie boli. ot- przeczytam póxniej.

Gonzo pisze...

to ja tylko dodam że fist faktycznie sympatyczny. moja lubić taką pulpę.

a za kwartał, jak skończysz dywagacje, to doruć na koniec klucz z nazwiskami dopasowanymi do typów.

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...