piątek, 10 kwietnia 2009

Czym się różni krajowy autor komiksów od „zwłaszcza”? cz.1 czyli podobno oczywista oczywistość

-Krajowy autor komiksów (w skrócie KAK), jak sama nazwa wskazuje, najczęściej nie żyje z robienia komiksów.

-KAK we własnym kraju postrzegany bywa jako najgorszy pasożyt. Redakcje gazet i czasopism są najczęściej zaszokowane, że KAK chciałby jakieś pieniądze za publikowany komiks (podobnie zresztą ma się rzecz z publikacją w sieci), bo przecież już sam fakt publikacji to niewątpliwy zaszczyt, nobilitacja i olbrzymia promocja dla nędznych wypocin KAK, a za taką promocję to wypadałoby nawet żeby KAK zapłacił, a nie domagał się kasy.

-W oczach „masowych czytelników komiksów” (nie mylić z „niszowymi czytelnikami komiksów”), KAK to samo zło, to KAK odpowiada za śmierć polskiego komiksu, za spadek czytelnictwa komiksów, za marże księgarskie etc.

-KAK to najgorszy przypadek żydomasonopedałocyklisty, w dodatku bezczelny, bo podpisuje się pod tym co zrobił.

-jakby tego było mało, „masowy czytelnik komiksów” nie może wybaczyć KAK, że tenże KAK nie potrafi robić komiksów. Żaden KAK, który nie ma co najmniej 60-ciu lat, nie zbliżył się nawet do mitycznego poziomu „mistrzów krajowego komiksu”. KAK to tylko nieudolny naśladowca, a nawet gorzej, bo wielu spośród KAK, zamiast nieudolnie naśladować „mistrzów”, próbuje robić komiksy inaczej (czyli niezgodnie z jedynym właściwym i słusznym stylem), chociaż nawet „masowy czytelnik” kompletnie nie ma pomysłu, na to na czym niby polega domniemana unikatowość i wielkość znanych i uznanych „mistrzów krajowego komiksu” (no chyba, że chodzi o ówczesne nakłady komiksów, które, zgodnie z „ustnymi” przekazami, rozpowszechnianymi za pomocą tajnego uścisku dłoni, przekraczały dotychczasowy nakład wszystkich wydań Biblii Tysiąclecia).

-niekiedy KAK próbuje swoich sił za granicą i wtedy „masowy czytelnik” ma o czym gadać, bo nie daj boże, że KAK opublikuje coś w zagranicznej antologii („że też takie nieudolne gówno tam opublikowali”), wygra jakiś konkurs („gratulacje, widać, że polak potrafi, szkoda tylko, że i tak ten komiks jest poniżej przeciętnej”), albo nawet wyda album („hura, sukces!, szkoda tylko, że takie słabe, że nawet nie da się porównać z dokonaniami „mistrzów krajowego komiksu”).

-KAK publikujący zagranicą miewa dzięki temu wsparcie medialno-psychologiczne (nazwijmy to pozytywniejszym PR), jednak KAK publikujący jedynie w kraju, z góry skazany jest na przegraną („gdyby to było dobre, to by ktoś już opublikował na zachodzie”) i nawet jeżeli uda mu się sprzedać więcej komiksów niż któremuś z „mistrzów krajowego komiksu” to i tak nie dorasta mu do pięt.

-KAK powinien cicho siedzieć, nie wypowiadać się na sieci, nie tłumaczyć się z tego co i dlaczego zrobił, w miejscach publicznych przemykać po kątach, a na konwentach klęczeć pokornie usiłując całować dłonie „masowych czytelników” za to, że zaszczycili te pseudonamiastki prawdziwych komiksowych konwentów, swoją obecnością. Do dłoni „mistrzów komiksu” KAK nie powinien się zbliżać (w myśl zasady „Jędruś jam ran Twych niegodny całować”).

-kanon „mistrzów krajowego komiksu” bywa zmienny, „masowy czytelnik” dobiera sobie nazwiska „kanoników” w zależności od tego, nieudolność którego KAK chce udowodnić.
Oczywiście, żeby załapać się do grona „mistrzów krajowego komiksu” trzeba często czegoś więcej niż tylko odpowiedni wiek. „Mistrz” koniecznie musi być osobą posiadającą pełną akceptację władz PRL, ówczesne publikacje poza pierwszym obiegiem automatycznie wykluczają z grona „mistrzów”, podobnie jak sanacyjna przeszłość twórcza, nieodpowiednia tematyka, styl i konwencja rysunku itd. itp.
Ogólnie dobór „kanonu mistrzów krajowego komiksu” odbywa się podczas dosyć tajemniczych procesów elektrochemicznych w mózgach „masowych czytelników” i dosyć ciężko stwierdzić czym jest rzeczywiście umotywowany.
-KAK ma to szczęście w nieszczęściu, że nie podpada pod „procesy mózgowe”, wystarczy „nieodpowiedni” wiek i brak kombatanckiej przeszłości i wszystko jasne.
CDN

* * *
Smacznego jaja życzę i mokrego poniedziałku.

* * *
I jeszcze tak gwoli zadowolenia gawiedzi:
Wzór na topienie Turka

Brak komentarzy:

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...