niedziela, 22 stycznia 2012

Ale o co chodzi? (cz. 2)

Jeżeli w przypadku „komiksów abstrakcyjnych” można się jeszcze zastanawiać, czy są one w ogóle komiksami (bo warunki formalne są przecież spełnione jedynie pozornie, podział na kadry wcale nie musi być rzeczywistym podziałem na kadry, a jedynie elementem jednego kadru/obrazu, „sekwencyjność” wcale nie musi być „sekwencyjnością” i zależy jedynie od dobrej woli czytelnika (i jego interpretacji) etc.), to komiksy spod znaku OuBaPo i ich pochodne, nadgryzają temat konstrukcji i „fabularności” komiksu z zupełnie innej strony.

OuBaPo (OUvroir de BAnde dessinée POtentielle), czyli Warsztaty/Pracownia Komiksu Potencjalnego, to „zabawa” w poszukiwanie i przekraczanie granic medium komiksowego zainicjowana przez wydawnictwo L'Association w 1992 roku.
Pozornie wszystko gra, twórcy rysują obrazki w kadrach, obrazki są czytelne („nieabstrakcyjne”), kadry ułożone obok siebie (czyli mamy „sekwencyjność”, ba nawet „fabularność”), tyle tylko, że pojawia się problem (świadomy i celowy) z fabułą i jej sensem.

Czytelnik dostaje wprawdzie do ręki gotowe kadry (w zależności od projektu, albo już wkomponowane w planszę, albo w postaci osobnych kadrów, które sam komponuje w ciąg sekwencji) ale sam, dowolnie kreuje fabułę czytanego komiksu.

W efekcie otrzymujemy min.:
komiksy w postaci domina (pudełko dwukadrowych pasków, które zestawia się ze sobą):





komiksy na sześcianch/kostkach (jeden kadr na każdej ścianie):



komiksy w postaci scrabble (każdy kadr komiksu osobno):





komiksy „w pętli” (można je czytać „w kółko”, zaczynając od dowolnego kadru):




komiksy „w pętli”ułożone na planie „figury niemożliwej” (pochodnej wstęgi Mobiusa), co w niektórych przypadkach pozwala na dosyć swobodne poruszanie się/czytanie kolejności kadrów (niekoniecznie „w kółko”):





Oczywiście eksperymenty zapoczątkowane przez OuBaPo to nie tylko oddawanie inicjatywy fabularnej w ręce czytelnika.
Francuzi (a po nich amerykanie), sporo eksperymentują z układem obraz-tekst. Pojawiają się komiksy, w których całość tekstu (łącznie z dialogami) zostaje wyrzucona poza kadr, jak w starych „protokomiksach” (u nas mogliśmy to zobaczyć min. w wykonaniu Loustala), niektórzy idą o krok dalej i wyrzucają część tekstów dialogowych pod plansze (z rozpisaniem na osoby, jak w scenopisie), inni tworzą najpierw plansze i dopiero po narysowanego komiksu, wymyślają teksty i dialogi (u nas podobna metodę stosował, dosyć skutecznie zresztą, min. K.Gawronkiewicz).
Pojawiają się komiksy „szyfrowane” (zaczerpniętą z Oulipo, literacka metodą S+7), takie jak np.”Gorączkowe wspomnienie z dzieciństwa/Gorączkowe wspólnictwo z dziedziczką” Killoffera (ale, co ważne, „szyfrowany” jest zarówno tekst jak i obraz),
Jednak jeden z najciekawszych i najbardziej inspirujących komiksów, wywodzący się bezpośrednio z „Komiksu Potencjalnego”, powstaje za oceanem. „99 Ways to Tell a Story: Exercises in Style” Matta Maddena wydaje się być wzorcowym pomostem, łączącym komiks eksperymentalny z warsztatowymi podstawami, które są niezbędnym ćwiczeniem każdego, nawet najbardziej komercyjno-mainstreamowego autora, chcącego ŚWIADOMIE tworzyć komiksy.

C.D.N.

5 komentarzy:

Łukasz Turek pisze...

Proponuję obejrzeć filmy Andyego Warhola, które są filmami, chociaż niekoniecznie posiadają fabułę, ale są filmami jak najbardziej. Tyle, że jest to kino eksperymentalne. Z komiksem jest podobnie. Te plansze to po prostu dalszy etap kształtowania formy, nieodzowny w każdej dziedzinie sztuki i tyle.
Możemy mówić o komiksie klasycznym (znaczy budowa) albo o komiksie eksperymentalnym (forma). Komiksie autorskim i komiksie gatunkowym. Możemy mówić o rozmaitych hybrydach, chyba sam to wiesz, lepiej niż ja. Może zbytnio upraszczam?

Łukasz Turek pisze...

Na początku powinno być "proponuję KAŻDEMU CO TWIERDZI, ŻE TO NIE KOMIKSY, obejrzeć itd"

turucorp pisze...

@Lukasz, ale ja tutaj staram sie nic nie interpretowac, po prostu przedstawiam (istniejace) mozliwosci.
Od rozwazan czy to jest komiks, parakomiks, story ary itp. sa inni.
Inna sprawa, ze mam wrazenie, ze zbyt czesto niektorzy z nich nie maja pojecia, co juz zrobiono.

Łukasz Turek pisze...

Wiem i zgadzam się, tyle, że IMO to trochę jałowa dyskusja(chodzi Ci zapewne o tą w KZ).
Inaczej, przyporządkowanie każdego medium nowej definicji to najstarszy sposób na zwołanie międzynarodowego konsylium naukowego.
To co piszesz, tylko to potwierdza. Eksperyment na komiksie ma już swoje lata, a niektórzy wciąż próbują być autorami nowej, bardziej precyzyjnej definicji.
I tak od nowa i od nowa.

A ty wolisz rysować story arty czy parakomiksy? I to i to na upartego można Turu przylepić:)

Anegdota: Kurt Cobain ironizował na temat nazwy KOMIKS. (chodziło o kontekst jednowyrazowych nazw piosenek grungebandów) Według doktora Cobaina to słowo ma zbyt wiele możliwości do interpretacji.

turucorp pisze...

ja sie nie znam, jako prosty robotnik robie komiksy, a jak to nazywaja inni, to srednio mnie obchodzi.
Inna sprawa (w ramach anegdot), ze bedac swego czasu w USA, usilowalem "z marszu" kupic komiks, najpierw w ksiegarni na lotnisku, przedawczyni stwierdzila, ze komiksow nie maja, ale w dziale dzieciecym maja "cartoons" (wiedziala o co chodzi, bo przy okazji wspomniala, ze uwielbia Millerowskiego Batmana).
Nastepnie, w ksiegarni na miescie, w dziale informacji ze smutkiem stwierdzo, ze komiksow u nich nie ma, ale maja za to spory wybor "graphic novels" w odrebnym dziale. Komiksy "znalazly sie" dopiero w ksiegarni komiksowej :)

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...