sobota, 5 listopada 2016

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako inspirację, którą można (dosyć swobodnie) modyfikować, o tyle twórcy komiksów podchodzą, prawie zawsze, do literackich pierwowzorów "na kolanach". Książka, czasem nowela lub opowiadanie, traktowane jest przez komiksiarzy właściwie jak gotowy scenariusz, z którego co najwyżej wywala się "dłużyzny". Jeżeli w historii filmu bez problemu nawet laik, z zamkniętymi oczami jest w stanie wskazać chociażby takie filmy jak "Lśnienie" Kubricka, "Blade Runner" Scotta czy "Czas Apokalipsy" Coppoli, to w komiksie, nie tylko "niedzielni czytelnicy" ale i  wieloletni kolekcjonerzy mogą mieć problem z tego typu, twórczym podejściem do literackiego oryginału.
Oczywiście pojawiają się takie próby jak "Salambo" Druilleta, "Martwy sezon" Woynarowskiego czy ostatnio chociażby "Dawni mistrzowie" Mahlera, jednak nie są one w stanie przebić popularnością pierwowzorów (jak ma to miejsce w przypadku adaptacji filmowych).
Najczęściej dostajemy po prostu, rozrysowany na podstawie książki, komiksowy "storyboard", w którym każde większe odstępstwo od oryginału jest traktowane jak bluźnierstwo.
Jedyną "wartością dodaną" pozostają (na szczęście) rysunki, które, w nielicznych przypadkach, są w stanie podnieść rangę takiego komiksu, z "kolejna zilustrowana adaptacja" do "naprawdę wart uwagi".

"Le Dernier des Mohicans" Cromwell (alias David Didier)
Cromwell jest u nas praktycznie nieznany, we Francji popularność przyniosła mu, wydawana przez Castermana seria "Anita Bomba".
Jednak to właśnie adaptacja "Ostatniego Mohikanina" Coopera jest najambitniejszym (pod względem graficznym) i efektownym komiksem w jego dorobku.
Wydawać by się mogło, że po filmowej wersji Michaela Manna ciężko będzie zrobić cokolwiek świeżego w kwestii adaptacji tej powieści, jednak Cromwell zastosował kilka zabiegów, które pozwoliły mu się wymknąć z pułapki.
Po pierwsze, przesunął akcenty, zamiast rozbuchanych scen batalistycznych i dynamicznej wizualnie akcji, koncentruje się na drobniejszych epizodach, mimice twarzy, gestach.
Po drugie, postawił na techniki malarskie i wielkoformatowe płótna, szczerze mówiąc, aż żal, że dostajemy do rąk jedynie pomniejszone reprodukcje, bo prezentowane na wystawach oryginały robią naprawdę olbrzymie wrażenie.
Po trzecie, zamiast "grzecznej" realistycznej grafiki, zdecydował się na dynamiczne, bardzo ekspresyjne obrazy, które często są jedynie szybką sugestią, uzupełnioną przez wyrzucony na margines tekst.








"Le Chateau" Olivier Deprez
Kafka jest jednym z najchętniej przenoszonych na język komiksu autorów  (u nas min. Kuba Woynarowski zrealizował świetnego szorta na podst. "Kolonii Karnej", a Maciej Pałka "Zamek Franza Kafki jako model antyadministracji"), "Amerykę" narysował DanielCasanave, a pod szyldem Self Made Hero, Chantal Montellier "Proces" i Jaromir99 "Zamek".
Również z "Zamkiem" zmierzył się jeden z filarów frankońskiej grupy FREMOK, czyli Olivier Deprez. i wydaje się, że to właśnie jemu najwierniej udało się oddać klimat tej powieści.
224 strony, najczęściej dwa kadry na stronę, wszystkie zrobione metodą drzeworytu (nawet teksty, co prawdopodobnie wywołałoby atak epilepsji u niektórych naszych recenzentów komiksowych).









"The Metamorphosis" Peter Kuper
Legenda amerykańskiej sceny alternatywnej i redaktor naczelny antologii "World War 3", twórca, który brał się za bary z Kafką kilkukrotnie (oprócz prezentowanej tutaj "Przemiany" narysował również adaptacje kilku opowiadań zebranych w zbiorku "Give It Up!") i za każdym razem równie udanie.







"Dr Jekyll & Mr Hyde" Lorenzo Mattotti (i Jerry Kramsky)
Mattotti ma taką metodę, że praktycznie każdy komiks realizuje w odrobinę innej konwencji. W przypadku adaptacji powieści Stevensona sprytnie nawiązał, z jednej strony do impresjonizmu, z drugiej do twórczości Joana Miro, co w połączeniu z nietypową dla niego,bardzo wycyzelowaną techniką rysunku (min. precyzyjne kontury, pociągnięte czerwonym tuszem) i orgią barw, stworzyło ciekawy efekt dekadencji, bliższy bardziej charakterowi Europy okresu międzywojennego niż mrocznym zaułkom Londynu końca XIX wieku.










1 komentarz:

Andrzej Janicki pisze...

Tym razem głosuję na Cromwell`a :)Podoba mi się jego robota i mam sentyment do "Ostatniego Mohikanina".

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...