piątek, 3 sierpnia 2012

Kątem oka: komiks na Riwierze Tureckiej

Rodzinne wakacje na Riwierze Tureckiej mają to do siebie, że 80% turystów leży pod parasolem, z drinkiem w dłoni, moczy się w basenie hotelowym/morzu, paralitycznie podskakuje na wieczornych pseudodyskotekach, a późnym wieczorem kona, w hotelowym pokoju, walcząc z niestrawnością, oparzeniami słonecznymi i nadmiarem spożytego alkoholu.
Pozostałe 20% penetruje atrakcje turystyczne, samodzielnie lub za pomocą "wycieczek fakultatywnych".
Ci, którzy decydują się na samodzielne zwiedzanie, widzą trochę więcej miejscowej "szarej rzeczywistości". Jadąc "dolmuszem" (taki odpowiednik naszego PKS) podsłuchamy odrobinę miejscowej muzyki (niestety, najczęściej jedynie odpowiednika naszego "disco polo"), siedząc w "herbacianej kafejce" pokontemplujemy techniki gry w szachy, domino i egzotyczne odmiany scrabble, a wędrując ulicami miast, poza strefą turystyczną, dostrzeżemy na witrynach sklepowych reklamy najpopularniejszych gier i plakaty aktualnych hitów kinowych.
I to właściwie tyle.
Przynajmniej pozornie, bo miejscowi wkładają bardzo dużo wysiłku w to, żeby "tureckie wakacje" zakodowały się turystom jako ciąg basenów, plaż, meczetów z minaretami, ciepłej rakii, bolesnego disco, chińskich podróbek i wszechobecnej flagi Turcji.
Ale wystarczy wyjść wieczorem z hotelu, przejść na drugą stronę autostrady i w najbliższym spożywczaku podejść do standu z gazetami, czyli tam, gdzie praktycznie żaden turysta nie zagląda (bo i niby po co?).
A standy są (najczęściej) dwa, na jednym miejscowe dzienniki i tygodniki, a na drugim komiksiki.
Obok, tradycyjnie wszechobecnych, produkcji Disneya, sporo albumików spod znaku Bonelli (zaobserwowane min. "Dylan Dog", "Nathan Never" i "Tex"), co ciekawe, wiele z nich bywa zafoliowane wspólnie z miejscowymi (?) albumami (nie odważyłem się na "zakup w ciemno"). Jednak to, co najbardziej intrygujące i egzotyczne, to mnogość miejscowych magazynów komiksówych.

Dominują dwa formaty, mniejszy (+/- A4), jest zbliżony do naszej "Karuzeli" (podobny "gazetowy" papier (łącznie z okładką), ceny w przedziale 8-10 pln, plansze na całą stronę, objętość 60-64 strony w kolorze), wiekszy format jest bliski gazetowemu A3, okładki najczęściej "kredowe" (w środku różnie, "kreda" albo klasyczna "gazetówka"), plansze komiksowe też różnie, w zależności od magazynu, rozkomponowane (w niektórych magazynach plansza na całą stronę, w innych dwie, a niekiedy cztery plansze na stronę).
Większość z magazynów to miesięczniki, wydawane w Stambule, przeważają komiksy humorystyczne i humorystyczno-obyczajowe, krótkie formy (1 do 4 stron) i serie w odcinkach (epizody od 2 do 6 stron), co ciekawe, wygląda na to, że "fotokomiksy" są w Turcji traktowane na równi z komiksami rysowanymi.

Kolejna ciekawostka, to praktycznie brak w tych magazynach pojedyńczych rysunków satyrycznych (pojawiają się krótkie, jedno-dwustronicowe artykuły o loklanych celebrytach i sportowcach, czasami całostronicowe grafiki, jednak 99% zawartości to plansze komiksowe).
Miałem szczęście trafić na specjalny, 200 numer magazynu "Manyak" (a przy okazji kupiłem numer wcześniejszy), którego zawartość doskonale prezentuje tamtejszy rynek komiksowy (chyba?), a zatem zapraszam na "małe conieco":






















Oczywiście mam świadomość, że to jedynie drobny fragment tureckiej sceny komiksowej (w dużych supermarketach przeglądałem kilka albumów skierowanych do młodszych czytelników, zafoliowane albumy dla starszych odbiorców pozostają dla mnie zagadką), jednak to właśnie wszechobecne, a jednocześnie umykające przed wzrokiem turystów, magazyny komiksowe, świadczą, że tamtejsza scena komiksowa ma się znacznie lepiej niż u nas. Tam się rysuje i czyta sporo komiksów, chociaż, z punktu widzenia ulokowanego na poziomie plażowego leżaka, kompletnie tego nie widać.





4 komentarze:

Sebastian Frąckiewicz pisze...

Ej, niektóre plansze są naprawdę super:)

Szalony Kapelusznik pisze...

Niby Turcja kraj islamski i konserwatywny a tutaj w pierwszym komiksie przemoc, skatologia i homoseksualny gwałt. Potem krótki przegląd zdrad małżeńskich, kolejnej porcji morderstw i Kaptan półksięzyc.

Krzysztof Cuber pisze...

Mnie się najbardziej podoba to.

Hubert Ronek pisze...

Jestem zaskoczony ilością i poziomem - pewnie wychodzą ze mnie jakieś głupie stereotypy. Ciekawy, pouczający wpis!

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...