wtorek, 16 marca 2010

Retrospekcje cz.2

Są takie książki, na których się wychowałem, i do których wracam cały czas.
Są wśród nich min. bajki z ilustracjami Szancera, obłędne książki z ilustracjami B. Butenki, „parakomiksy” Walentynowicza i Makuszyńskiego, „Cyberiada” ilustrowana przez D. Mroza, ale na czele tego wszystkiego stoi „Ilustrowana Kronika Polaków” M. Siuchnińskiego z blisko 500 rysunkami Szymona Kobylińskiego.
Kobyliński miał na swoim koncie kilka przygód z komiksem („Stary Zegar”, „Przygody pancernych i psa Szarika”), współpracował również przy tworzeniu „Relaxu” (krótkie formy i niekomiksowy cykl „Historia z uśmiechem”), jednak nigdy nie potraktował komiksu jako medium „poważnego” i nie zaprezentował w żadnym pełni palety swoich umiejętności.
I to naprawdę boli, szczególnie, kiedy bierze się do ręki „Ilustrowaną Kronikę…” i widzi się jak mogłyby wyglądać komiksy w jego wykonaniu, gdyby trochę bardziej się nad nimi pochylił.
I żeby nie gadać po różnicy, pozwolę sobie na odrobinę zabawy „w składacza”:
-po pierwsze, „plecy konia”, które miażdżą:


-po drugie, dla wielbicieli Davida B. :


-po trzecie, „szlachecka mieszanka stylistyczna”


-po czwarte, II Wojna Światowa:


-genialne zabawy z formą, gdzie „realistyczne” ilustracje przemieszane są z rysunkami „z epoki” (wyobraźcie sobie komiks zrobiony jak np. trzy pierwsze ilustracje na tej stronie):

-portrety nawiązujące graficznie do epoki, w której dana postać żyła:

-architektura, we wszelkich formach:

-od „realizmu” do humorystycznego stylu (znanego min. z „Polityki”):

-i na koniec kilka „dynamicznych” ujęć:

Kanon, klasyka i olbrzymia lekcja pokory dla każdego, kto ma ciśnienie na rysowanie komiksów w jakiejkolwiek formie. A to tylko drobny przykład tego, co można zobaczyć w „Kronice” i wielka szkoda, że tylko w tej książce zbiegły się wszystkie pasje, umiejętności i możliwości Szymona Kobylińskiego jako grafika. I tylko tutaj można na własne oczy zobaczyć, że można równocześnie bardzo swobodnie poruszać się po dziesiątkach styli rysowania, a umiejętność stylizacji nie wyklucza perfekcyjnego opanowania rysunku „realistycznego”.
Acha, wszystkie ilustracje są w oryginalnej wielkości i zostały wkomponowane w format a4, co daje pewien podgląd na to, jak mogłyby wyglądać komiksy.

10 komentarzy:

Maciej pisze...

Szancera też coś fajnego pokażesz?

Ystad pisze...

ech :> właśnie kupiłem sobie tę książkę na allegro :>

turucorp pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
turucorp pisze...

Cos sie pokielbasilo, weiec jeszcze raz, Szancer bedzie, ale wczesniej kilku innych "wymiataczy".

Mr. Herring pisze...

Na Atlasie Historycznym (tym czerwono [różowo?] czarno białym) dla klasy IV podstawówki z grafami Kobylińskiego to ja się uczyłem rysować, jako 4, 5 letni gamoń.

turucorp pisze...

"Atlas" powstal w oparciu o "Kronike", ale niestety tam Kobylinski przerysowal (i ujednolicil, jednoczesnie upraszczajac) tylko czesc rysunkow. A szkoda, bo "kronika" mnie rozwala wlasnie roznorodnoscia.

adler pisze...

i jak jest Browning m1900 to wygląda jak Browning m1900, eh...

Andrzej Janicki pisze...

Mistrz! Polecam także min. frywolne ilustracje np. do "Sztuki obłapiania" - Fredry i "Pyta nie błądzi" - Sylwestra Podolskiego.

Zychu pisze...

"Ilustrowana Kronika" jest genialna. Jako dzieciak uczyłem się na niej historii. Po latach ukazało się nowe wydanie , oczywiście kupiłem i od razu zonk. Dwudziestolecie międzywojenne pozmieniane , zniknęła cała część dotycząca PRL-u , a w zamian dorysowane dwa brzydkie obrazki o Solidarności . No wykastrowali książkę i ani słowa od wydawcy.Szkoda .
A Kobylińskiego polecam jeszcze "Jej Królewska Mość Wisła" no i oczywiście "Gawędy o broni i mundurze". Z resztą ja kupuję wszystko co ten pan ilustrował. :)

SZ pisze...

"Kronika(...)" jest świetna. Graficznie to majstersztyk. A Kobylński był w sile wieku (39 lat)i zdaje się roznosiła go chęć wszelkich eksperymentów graficznych.
Ja mam wydanie z 1967 r. Na drugiej stronie nad stopka wydawcy jest adnotacja >>"Ilustrowana Kronika Polaków" zawdzięcza swe powstanie inicjatywie Redakcji "Ekspresu Wieczornego"' na którego łamach ukazywała się w 1966 roku w odcinkach"<<.
Wydaje mi się, że podobny chwyt chciano zastosować w "Świecie Młodych" z cyklem o wynalazkach (nie pamiętam dokładnie tego tytułu tej serii) do której robił rysunki Raczkiewicz.
A propos Kobylińskiego warto moim zdaniem sięgnąć po książkę "Przez pustynie i puszczę" - tu Kobyliński opisał swe doświadczenia z pracy nad ilustracjami do "W pustyni i Puszczy". To praca i gawędziarska (jak to zwykle u Kobylińskiego), ale i bogato ilustrowana - szkicownik artystycznych poszukiwań, research postaci, murzyńskich plemion, fauny , flory itp. Dla rysowników komiksów chyba po powinno być ciekawe, bo problemy w pracy nad ilustracjami do komiksów chyba podobne.
SZ

Kanon nieoczywisty (cz. 3, adaptacje)

Nie ukrywam, że mam od zawsze problem z komiksowymi adaptacjami literatury, bo o ile filmowcy traktują bardzo często materiał wyjściowy jako...