poniedziałek, 3 maja 2010

Wygrzebane różne takie

Dzisiaj trochę staroci i odrobina prztyczków w nos (bez złośliwości).

Na początek lineczka do wariacji na temat Wolverina (wiem, że stare, ale jako wielbiciel Rosomaka przypominam, bo warto):
Wolverine Art

* * *
Rubino vs Unicorn


W najnowszym Kartonie debiutuje „Rubino” i to fajny debiut, ale jednocześnie niebezpieczny, bo „Rubino” ma ostrą konkurencję za oceanem w postaci „Mythfits”

* * *

Kojarzycie projekt „Covered”?
Nawet jeśli nie, to polecam, można znaleźć sporo fajnych przeróbek, ot chociażby epigona Minkiewiczów:


* * *

Pamiętam, że kiedyś na forum Gildii padło pytanie o zachodnich twórców w klimatach Rebelki, nie padła wtedy żadna propozycja (trafiłem na temat po niewczasie), więc w ramach odrabiania zaległości tutaj podpowiadam:
Vincent Vanoli


strona autora
grafiki

* * *

I na koniec sympatyczna strona z grafikami Rikiego Blanco, miłego oglądania.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Sir Cornelis 'Kees' Kousemaker


Jest w Amsterdamie taka księgarnia komiksowa, która, przynajmniej dla mnie, stanowi wzorzec dla wszystkich tego typu sklepów.
„Lambiek”, czyli prawdopodobnie najstarsza księgarnia komiksowa w Europie (otwarta w 1968 r.) jest niewątpliwie miejscem kultowym, wyróżniona w przewodniku Pascala, uwieczniona na kadrach komiksów wielu najważniejszych twórców komiksowych z całego świata (min. R.Cumb i G.Shelton), ba, pojawiła się nawet w holenderskiej edycji „Kaczora Donalda”. Miejsce premier albumów komiksowych, wystaw oryginalnych plansz i grafik min. takich gigantów jak Mattotti, Chris Ware, Lustal, Liberatore, Varenne, Clowes, Burns, Schuiten i wielu, wielu innych, internetowa baza danych i encyklopedia, punkt spotkań pasjonatów komiksu z całego świata i przede wszystkim niesamowita księgarnia, kryjąca na półkach wszelkiej maści komiksy sprowadzane z całego świata.
27 kwietnia 2010 r. zmarł Kees Kousemaker, człowiek, który stworzył i przez wiele lat kierował zjawiskowym przedsięwzięciem p.t. „Lambiek”.
Wprawdzie rozmawiałem z nim tylko raz, przez kilka minut, ale powiedział wtedy jedno zdanie, które wryło mi się w pamięć na stałe: „Nie ważne, w jakim języku jest komiks, bo język komiksu jest na tyle uniwersalny, że można go czytać nawet bez znajomości tekstu”.
R.I.P.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Parafrazując Obelixa

Ech, sorry, ale muszę trochę odreagować.
A że globalna wiocha dała możliwość „szerszego” spojrzenia na obraz Polski oczami obcokrajowców (ze szczególnym wskazaniem na naszych „wspaniałych sojuszników” zza oceanu), to nie mogłem się powstrzymać i zacząłem czytać.
Nawet pomijając wszystkie „teorie spiskowe”, głupawe „polish jokes” i wypowiedzi skrajnie antypolskie, zostaje sporo „sieciowego szaleństwa”.
I tak:
-katastrofa wydarzyła się min. na Ukrainie, na Białorusi i w Polsce.
-zginął cały Polski Rząd i całe dowództwo sił zbrojnych.
-lecieli jednym samolotem, a powinni osobno, czyli 96-cioma? (osobne samoloty nawet dla każdego z ochraniarzy i personelu pokładowego?!)
-powinniśmy zatrudnić amerykańskich pilotów, bo są najlepsi i potrafią lądować awaryjnie na wodzie!?
-Polska to bardzo biedny kraj, w którym rząd lata najstarszymi samolotami na świecie, domniemany przedział wiekowy feralnego Tu-154 to od 26 do 70 lat?! (warto wspomnieć, że „Tu-154M nr 101” miał dokładnie 20 lat, czyli TYLE SAMO, co amerykański Air Force One).
-samolot się rozbił, bo był produkcji rosyjskiej a nie amerykańskiej (niby, że amerykańskie nie spadają), spoko, mamy jeszcze rządowe samochody produkcji niemieckiej i czeskiej, armię wyposażoną w fińskie transportery, niemieckie czołgi i rosyjskie samoloty, więc za oceanem będą mieli o czym gadać.
-USA powinny natychmiast wysłać swoją komisję ds. katastrof lotniczych, bo to jedyna gwarancja fachowości i bezstronności.
-trzeba natychmiast rozstawić w Polsce tarczę antyrakietową i wysłać kontyngent marines.
-Polska to taki kraj jak Kanada (tyle, że w Europie), jest tak cichy i spokojny, że właściwie nic o nim nie wiadomo (coś jak jednorożce?)
-Polska napadła na Rosję w 1939 roku (a w Katyniu jest cmentarz oficerów, którzy zginęli w czasie tego ataku).
-Polacy żywią się tylko kiełbasą i pierogami.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Cisza na półce

Z okazji 1 kwietnia dzisiaj zupełnie na poważnie, czyli krótki przegląd nowości, które ostatnio wylądowały w mojej domowej biblioteczce (i zagoszczą tam na stałe).
W większości oczywiście komiksy bez słów.
Po pierwsze:
Yuichi Yokoyama, 43-letni japoński malarz, rysownik komiksów i ilustrator mieszkający w Tokio, który od kilku lat nieźle miesza w głowach czytelnikom, zarówno na swoim terenie jak i we Francji i USA.

„Travel”, czyli całkowicie „niema” podróż (jak przystało na japońską technologię, cholernie szybką koleją):




„New Engineering”, czyli onomatopeje po japońsku (w wersji amerykańskiej przetłumaczone w przypisach):




Oj tak, to też jest „manga”:




Po drugie:
Nicolas Presl, rzeźbiarz, a przede wszystkim autor niemych komiksów, współpracujący na codzień z wydawnictwem Atrabile.

„Priape”, czyli jakże modny ostatnio coming-out , tyle, że w starożytności (i bez Rickiego Martina).




„Divine colonie”, czyli o seksualnych i religijnych rozterkach młodego konkwistadora.



„Fabrica”, kameralna mieszanka „Listy Schindlera” z „Fahrenheit 451” podlana sosem z delikatną nuta smakową Picassowskiej „Guernicy”.





Po trzecie:
Moebius (chyba nie muszę przedstawiać?)

„40 Days dans le Desert B”, czyli to co u Moebiusa najlepsze (każda, nawet najdrobniejsza kreska, po prostu masakruje) i to co u Moebiusa najdziwniejsze (mój chory umysł podpowiada, że Moebius zobaczył co mogłoby się zdarzyć, gdyby zamiast Chrystusa na pustyni wylądował Jodorowsky):



poniedziałek, 29 marca 2010

W pułapce minimalizmu

Plakat polski.
Nasza narodowa legenda, duma i potęga.
I jeden, podstawowy problem.
Plakat polski się zminimalizował, do absolutnego minimum.
I zunifikował, aż poza granicę rozpoznawalności.
Jerzy Skakun i Joanna Górska:




versus „obrzydliwy zachód”, czyli:
Olly Moss:






Noma Bar:





Ibracheem Youssef:






Cholera, kompletnie nie wiem co o tym myśleć.
A żeby było jeszcze śmieszniej, przeglądam sobie polskie strony o szeroko rozumianym „designie” i mam tak samo.
Naprawdę wszystko już było?

wtorek, 16 marca 2010

Retrospekcje cz.2

Są takie książki, na których się wychowałem, i do których wracam cały czas.
Są wśród nich min. bajki z ilustracjami Szancera, obłędne książki z ilustracjami B. Butenki, „parakomiksy” Walentynowicza i Makuszyńskiego, „Cyberiada” ilustrowana przez D. Mroza, ale na czele tego wszystkiego stoi „Ilustrowana Kronika Polaków” M. Siuchnińskiego z blisko 500 rysunkami Szymona Kobylińskiego.
Kobyliński miał na swoim koncie kilka przygód z komiksem („Stary Zegar”, „Przygody pancernych i psa Szarika”), współpracował również przy tworzeniu „Relaxu” (krótkie formy i niekomiksowy cykl „Historia z uśmiechem”), jednak nigdy nie potraktował komiksu jako medium „poważnego” i nie zaprezentował w żadnym pełni palety swoich umiejętności.
I to naprawdę boli, szczególnie, kiedy bierze się do ręki „Ilustrowaną Kronikę…” i widzi się jak mogłyby wyglądać komiksy w jego wykonaniu, gdyby trochę bardziej się nad nimi pochylił.
I żeby nie gadać po różnicy, pozwolę sobie na odrobinę zabawy „w składacza”:
-po pierwsze, „plecy konia”, które miażdżą:


-po drugie, dla wielbicieli Davida B. :


-po trzecie, „szlachecka mieszanka stylistyczna”


-po czwarte, II Wojna Światowa:


-genialne zabawy z formą, gdzie „realistyczne” ilustracje przemieszane są z rysunkami „z epoki” (wyobraźcie sobie komiks zrobiony jak np. trzy pierwsze ilustracje na tej stronie):

-portrety nawiązujące graficznie do epoki, w której dana postać żyła:

-architektura, we wszelkich formach:

-od „realizmu” do humorystycznego stylu (znanego min. z „Polityki”):

-i na koniec kilka „dynamicznych” ujęć:

Kanon, klasyka i olbrzymia lekcja pokory dla każdego, kto ma ciśnienie na rysowanie komiksów w jakiejkolwiek formie. A to tylko drobny przykład tego, co można zobaczyć w „Kronice” i wielka szkoda, że tylko w tej książce zbiegły się wszystkie pasje, umiejętności i możliwości Szymona Kobylińskiego jako grafika. I tylko tutaj można na własne oczy zobaczyć, że można równocześnie bardzo swobodnie poruszać się po dziesiątkach styli rysowania, a umiejętność stylizacji nie wyklucza perfekcyjnego opanowania rysunku „realistycznego”.
Acha, wszystkie ilustracje są w oryginalnej wielkości i zostały wkomponowane w format a4, co daje pewien podgląd na to, jak mogłyby wyglądać komiksy.

Komiks w przestrzeni galeryjnej (cz. 3)

W nawiązaniu do posta , zaległy materiał z wystawy Druilleta w Angouleme 2023 (tak, na żywo oryginały robią jeszcze większe wrażenie) : ...