Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ott. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2012

Komiks w przestrzeni galeryjnej

Rykoszet z sobotniego spotkania "morderców komiksu" w katowickim Rondzie Sztuki, o którym zdążył już wspomnieć Sebastian Frąckiewicz .
Jednym z postulatów Sebastiana była potrzeba wprowadzenia komiksu na salony (czyli do galerii), w celu zdobycia i ugruntowania jego artystycznej pozycji w świadomości "stałych bywalców, krytyków etc.". Pytanie "po co?" nadal pozostaje bez odpowiedzi (argument, że zamiast w jednym gettcie, będziemy we dwóch, czyli podwoimy ilość odbiorców, jakoś do mnie (do Szymona Holcmana i Daniela Gizickiego zdaje się, że również) nie przemawia). Rozmawialiśmy dużo i dosyć ostro (na spotkaniu w Rondzie), a później zdecydowanie spokojniej, w tradycyjnie swobodnej i sympatycznej atmosferze (jedzenie pizzy i picie piwa w barze "Kato" zdecydowanie wpływa na sposób wymiany poglądów).
Ale wróćmy do sedna, nadal obstaję przy poglądzie, że komiks nie potrzebuje galerii sztuki, za to galerie mogłyby sporo zyskać, eksponując (w odpowiedni sposób) "komiksiki" w swojej przestrzeni wystawienniczej.
Ale, jak słusznie zauważył Sebastian, trzeba zapomnieć o "śliczniusim" wieszaniu plansz komiksowych na ścianach w stylu obecnego łódzkiego MFK. Jak ktoś chce czytać komiksy, to je sobie kupuje i oddaje się tej intymnej czynności w domowym zaciszu. W galeriach komiksy mają uwodzić, porażać, zachęcać, a nawet przytłaczać, dominując nad odbiorcą, bo tylko tak można go zmusić do sięgniecia po "produkt właściwy". Tyle tylko, że MUSI istnieć komiks, po który można fizycznie poźniej sięgnąć, a zabawa w robienie komiksu tylko do przestrzeni galeryjnej, jest rowiązaniem ułomnym, skierowanym jedynie do ulotnej pamięci i percepcji ludzi odwiedzających daną wystawę, co przeczy samej koncepcji "wychodzenia z getta". "Wystawa komiksowa", która nie ma zaplecza w postaci albumów komiksych staje się kolejną "jakąś wystawą", z której nic, lub niewiele, wynika.
A jak radzą sobie z komiksami w krajach "wyższej cywilizacji"?
Mam wrażenie, że obecność komiksów w zachodnich galeriach stała się, już jakiś czas temu, czymś zupełnie naturalnym, ba, niektóre znane i uznane mają stałe ekspozycje komiksowe, lub wręcz wyspecjalizowały się w "wystawach komiksowych".
Wbrew pozorom bardzo ciekawym rozwiązaniem jest to co robi paryska "Galeria Martel", klasyczny, elegancki i "grzeczny" układ ekspozycji, pozwala dostrzec różnice między twórcami, a jednocześnie koncentruje się na samym obrazie, specyficznej kresce każdego z nich (albumy komiksowe każdego z autorów, są wyłożone centralnie w czasie trwania wystawy, można je kupić na miejscu i kontynuować "zabawę" w domu).

Ott:


Mattotti:


Crumb:


Bluch:


Czymś diametralnie innym są autorskie wystawy, organizowane przez Stephanea Blanquet .
Blanquet tworzy ekspozycje "totalne", wprowadza odbiorców fizycznie w kadry swoich komiksów, próbując czasami wręcz narzucić zwiedzającym sposób i kolejność odbioru/czytania swoich prac (np. jadąc w wózku szynowym, jesteśmy skazani na takie poruszanie się po wystawie, jakie zaplanował nam autor).









Nie da się ukryć, że tego typu ekspozycje wymagają sporego nakładu pracy, środków i odpowiedniej przestrzeni, dlatego warto spojrzeć chociażby na takie pomysły jak (znacznie łatwiejsza do zrealizowania) aranżacja wystawy prac Marko Turunena , która pozwala na zabawy w stylu eksperymentów OuBaPo:





Oczywiście to tylko kilka przykładów, które jedynie sugerują sposób myślenia przy "wystawach komiksowych", warto jednak zauważyć jak bardzo różnią się one od "klasycznego" wieszania plansz na ścianach, a jednocześnie jak bardzo wprowadzają w świat/rzeczywistość samych komiksów, nie stanowiąc wystaw samych w sobie, ale będąc naturalnymi rozwinięciami tego co można zobaczyć w albumach.

piątek, 10 września 2010

Karawana jedzie dalej


Pochorowałem się ostatnio, ale nic to, zaczynam wychodzić na prostą.
Obserwując biernie (i delirycznie) zamieszania w tematach „komiks kobiecy” i „stęsknieni za zeszytówkami” po raz kolejny doszedłem do wniosku, że nie mam już najmniejszej ochoty (ani przyjemności) na babranie się w w/w tematach.
W temacie „komiksiarz jako frajer, który powinien rozdawać komiksy za darmo” też nie mam już kompletnie nic do powiedzenia.

Jeśli jednak kogoś to jeszcze rajcuje to proszę bardzo, coś na temat, czyli odrobina wyliczeń w temacie „jak się bawić w komiksy” made in USA, a TU komentarze.

* * *
W ramach wirtualnych wycieczek zapraszam dzisiaj do wizyty w paryskiej Galerii Martel, najnowsza ekspozycja to Tomas Ott, ale zachęcam gorąco do grzebania w archiwaliach, bo jest tam multum naprawdę zacnych nazwisk i równie zacnych prac (min. Mattotti, Breccia, Crumb i McKean).

* * *
Po „francuskiej zupie z różnościami” proponuję „danie dnia”, czyli absolutnie powalającą, nieoficjalną stronę poświęconą Alberto Brecci.

* * *
A na deser zapraszam do Włoch, a konkretnie do Hotelu Tarantula, którego właściciel, czyli Squaz, z zapałem serwuje swoje „undergroundowe spaghetti”

* * *
Acha, i jeszcze trafiłem na kilka plansz Gawronkiewicza, których jakoś wcześniej nie widziałem.

Komiks w przestrzeni galeryjnej (cz. 3)

W nawiązaniu do posta , zaległy materiał z wystawy Druilleta w Angouleme 2023 (tak, na żywo oryginały robią jeszcze większe wrażenie) : ...