sobota, 22 października 2011

P.E.

Jesień w Kato, Skarżyński w Kato, Turki jadą do Kato. Wydruki dużego formatu stoją przed Muzeum Śląskim, więc jakoś to trafia "pod strzechy", my oczywiście wbijamy się do środka.
Plansze z "Janosika" grzecznie na ścianach, zestawione z fotosami z serialu. Oryginalne plansze z "P.E." niestety na sztalugach, za szybami, które odbijają tragiczne oświetlenie sali. Trudno, zrobiłem tyle ile było, i tak jak się dało.
Się Państwo częstują, prof. Jerzy Skarżyński, jedyne zachowane oryginały z albumu "P.E.", rok 1982.















środa, 5 października 2011

OMG... no sorry

Podczytując wpisy i komentarze, na blogach szanownego towarzystwa w komiksowej niedoli, zaczynam mieć dziwne wrażenie, że wbrew intencjom, zachowuję się jak jakiś kawał bezczelnego chama.
Hm… nie pozostaje mi w takim razie chyba nic innego, jak tylko grzecznie przeprosić.
A zatem:
Przepraszam, że biorę udział w łódzkim konkursie, zajmując tym samym miejsce i ograniczając możliwości młodszym ode mnie autorom i doprowadzając do depresji debiutantów (wydawało mi się, że już wystarczająco wielu debiutantów i młodych twórców zdobyło wyróżnienia, nagrody, a nawet Grand Prix, żeby pozostali uczestnicy wiedzieli, że staż pracy nie jest warunkiem niezbędnym).
Przepraszam, że popełniam komiksy, nietrzymające się „prawdziwego życia” (wciąż zapominam, że np. Bytom czy moje ulubione Gliwice, to miasta czysto wirtualne, ale obiecuję, że kiedyś zacznę pracować nad sobą, wmówię sobie, że blok, w którym mieszkam, wcale się nie zapada, a „prawdziwe życie”, szczególnie w komiksach, jest znacznie bardziej zabawne i powinno dotyczyć hipsterów z Wawy, a nie jakiś roboli ze Śląska).
Przepraszam również, że lubię rysować czarno-białe komiksy (naprawdę przepraszam, ale mam, potwierdzoną przez lekarzy, wrodzoną wadę genetyczną, która objawia się min. słabą rozpoznawalnością kolorów i w związku z tym nie mogę min. być zawodowym kierowcą, ani pracować na kolei i w lotnictwie. Do tej pory, miałem nadzieję, że nie będzie to jednak przeszkodą w rysowaniu komiksów, przepraszam).
Przepraszam również, że wolę rozbudowaną formę narracji graficznej, zwracam (być może nadmierną) uwagę na możliwości kompozycji planszy, ograniczam ilość „gadających głów” i redukuję warstwę tekstową do niezbędnego (moim zdaniem) minimum.
Przepraszam, że nie jestem na scenie tak zabawny jak Sztybor, (którego poczucie humoru bardzo sobie cenię), naprawdę nie wiedziałem, że rozbawianie publiczności jest niezbędnym elementem podczas festiwalowej gali (przepraszam, ze poczuliście się znudzeni, mam nadzieję, że dacie mi dobrą lekcję „prawidłowego odbierania nagród” w przyszłości).
Przepraszam również, że znam większość osób zasiadających w konkursowym jury. Głupia sprawa, ale bawię się w te „komiksiki” na tyle długo, że taka sytuacja jest raczej nieunikniona. Wprawdzie staram się „nie oddziaływać towarzysko” w jakikolwiek sposób na osoby, które miały, mają lub mogą mieć jakikolwiek wpływ na wyniki konkursu, nie należę też do żadnego „kartelu”, „towarzystwa” czy innej „grupy wsparcia”, niemniej przepraszam, że zdarzyło mi się zająć aż trzecie miejsce (mam pełną świadomość, że chociażby ze względu na braki warsztatowe i trywialna treść i formę, może być to postrzegane, jako niezasłużone wyróżnienie), przepraszam, ale naprawdę nie miałem na to większego wpływu.
Przepraszam również za brak spontaniczności i odebranie telefonu od organizatorów, głupia sprawa, ale, ze względów logistycznych, rzadko zostaję na finałowej gali, rozumiem oczywiście, że twórcy z większych miast, mają do dyspozycji lepsze połączenia kolejowe, autobusowe, itp., wiele osób może pozwolić sobie na każdorazowe spędzenie weekendu w Łodzi, wiele osób dysponuje również samochodami. Niestety, nie mam ani samochodu, ani prawa jazdy, w dodatku bardzo często pracuję w weekendy (tak, niektórzy pracują w weekendy, np. w fabrykach) i na wyjazd do Łodzi muszę brać urlop. Przepraszam.
Przepraszam też, że nie staram się robić sobie zabawnych fotek w równie zabawnym towarzystwie, nie wydaję zabawnych zinów i nie bywam w zabawnych lokalach w czasie imprezy.
I to chyba tyle, jeśli chodzi o niefajne zachowanie ze strony mojej bezczelnej osoby (a przynajmniej tyle przychodzi mi do głowy).
Acha, za kolejki po autografy, wystawy w zbyt odległych lokalizacjach i problematyczno-kontrowersyjny sposób wyeksponowania prac konkursowych, nie przepraszam. Akurat na to nie miałem na to żadnego wpływu.

poniedziałek, 3 października 2011

Naj...

"Najczarniejszy scenariusz", czyli wyobraźcie sobie, że to Oni byliby Jury festiwalu...
"Najzieleńsza winda"

"Najtrudniejsze pytanie""Najbardziej zblazowana rozmowa"


"Najbardziej mangowa witryna sklepowa"
"Najfajniejsza księgarnia"


"Najdziwniejsza wystawa"

"Najmocniejszy dream team"

"Najlepiej wkomponowana w tkankę miejską wystawa"

"Największa kasa"

"Najfajniejszy Batman"

"Najbardziej zaczarowany ołówek"

"Najlepiej ukryta/zamaskowana wystawa"
"Najbardziej intrygujące rysunki"


"Najfajniejsze biurko w mieście"

niedziela, 25 września 2011

Gliwice-Wrocław-Gliwice

Znając siebie, życie i PKP wybrałem się do Wrocławia uwzględniając "poprawkę na wiatr", niestety, PKP i tak udowodniło mi, że potrafi zaskoczyć. Kosmiczne połączenie Kraków-Katowice-Wrocław-Poznań-Gdynia, na odcinku Kraków-Gliwice pociąg łapie opóźnienie (oficjalnie 20 minut), do Wrocławia dotarł 70 minut po czasie, boję się myśleć z jakim opóźnieniem dociera do Gdyni.
Jestem przyzwyczajony do "Polski w budowie", ba, w miarę regularnie obcuję z dziurą w ziemi, która udaje tymczasowo katowicki dworzec, jednak całkowity brak dworca we Wrocławiu, zdołał mnie zaskoczyć. Zafoliowane konstrukcje dachów nad peronami, przyprawiające o atak klaustrofobii "tunele ewakuacyjne" i niesamowita "ściana płaczu" z rozkładem jazdy, przed którą rytmicznie kiwa się tłum podróżnych, a do tego uczucie kompletnego zagubienia po opuszczeni "strefy dworcowej".
Wiedziony niemylnym instynktem łowcy, udaję się na ulice Garncarską (nie pytajcie co mnie opętało, bo nawet rodowici wrocławianie nie bardzo wiedzą, że we Wrocławiu istnieje taka ulica), klubu Puzzle oczywiście tam nie ma, jest za to (na przeciwko), rotunda z Panoramą Racławicką, a w ramach dodatkowych atrakcji dostrzegam, w pobliskim parku, człowieka tnącego granit (robi z niego potem rzeźby głów), robię sporo fajnych fotek "na zapas" i wracam na rynek.
W Przejściu Garncarskim szczęśliwie trafiam na głównodowodzącą "Komiksofonem" Agnieszkę Jamroszczak, która kieruje mnie w stronę, dyskretnie zamaskowanego, wejścia do "Puzzli". Wchodzimy i kolejny (przestałem juz liczyć, który) szok, w okresie wakacyjnym ktoś wpadł na genialny pomysł i ścianę, na której wyświetlane były "komiksofonowe" prezentacje, pokrył nieznanym mi rodzajem kamuflażu?




Test obrazu, kolory u Sebastiana niebezpiecznie przypominają niemiecki "flecktarn", a moje białe krechy znikają w najmodniejszym w tym sezonie maskowaniu typu "multicam". U niektórych osób udaje mi sie dostrzec pierwsze objawy stanu przedzawałowego, rozpoczyna się akcja "w poszukiwaniu św. Graala aka Biały Ekran", w tzw. międzyczasie odbywa się test mikrofonów, o dziwo WSZYSTKIE SPRAWNE!? (te bezprzewodowe też). Tuż przed 19:00 pojawia się "produkt ekranopodobny", Agnieszka targa drabiny, Paweł Wojciechowicz dwoi sie i troi (vide foty) i dzięki typowej, polskiej zdolności improwizacji, impreza rozpoczyna się z 15-to minutowym opóźnieniem (w krajach "cywilizacji zachodu" prawdopodobnie właśnie ogłaszanoby odwołanie prezentacji).






Niestety, ekran okazuje się odrobine za mały na full HD, co wymusza odtwarzanie "w okienkach", za pomocą różnych odtwarzaczy multimedialnych i powoduje kilka komplikacji, niezrażeni, dalej walczymy z oporną materią rzeczywistości (okazuje się, że po cichu padły dwa, sprawdzone wcześniej, mikrofony bezprzewodowe), jest naprawdę fajna i pełna zrozumienia atmosfera, klub pełen ludzi (chociaż tadycyjnie ciężko o pytania z sali), i pomimo kłopotów technicznych, porównywalnych z wyłączeniem pola siłowego wokół Gwiazdy Śmierci, samą imprezę można uznać za naprawdę udaną. Jeszcze tradycyjne piwko, wieczorne polaków rozmowy, nocleg w genialnym hostelu "Mleczarnia" i można wracać (oczywiście dzięki niezmierzonej łaskawości naszego kochanego PKP).

Z czystym sumieniem polecam "Komiksofon" jako jedną z ciekawszych "małych inicjatyw komiksowych" i w myśl zasady, że "co cię nie zabije, to cię wzmocni" mam nadzieję, że inicjatywa będzie kontynuowana. Warto.








piątek, 16 września 2011

Komiksofon 5 i różne inne takie komiksiki


Już dawno nie byłem aż tak zawalony robotą jak w tym wrześniu.
W domu kompletna masakra czasowa, w fabryce -paranoja i do tego jeszcze pół komiksowa atakuje ze wszystkich stron.
Na szczęście p o w o l u t k u coś zaczyna się klarować.

Komiks, do scenariusza Tomka Kontnego, na konkurs MFKiG, skończony i wysłany (tradycyjnie na ostatnią chwilę), pewnie nic nie wywalczy (również tradycyjnie), ale przynajmniej powisi sobie przez chwilę w miejscu publicznym. A przy okazji, to taka mała zapowiedź dużego projektu, przy którym dłubie cała śląska komiksowa śmietanka. Nieźle dłubią.

Jeśli komuś podszedł mój blogowy "Raptularz", to zapraszam do lektury kolejnych "słownikowych" pasków, od 18 numeru magazynu "Hiro" (a że można tam również trafić np. wywiad ze Śledziem i komiksy Rebelki w odcinkach i full kolorze, to polecam tym bardziej).

Ze spisu treści wynika, że trafiłem też do ligaturowej antologii "Silence", w sumie, jakbym nie spojrzał to bym nie wiedział, niemniej samą antologię gorąco polecam.

Album dla KG rodzi się w bólu i mękach (zostało jeszcze jakieś 12 plansz do zrobienia), a jak się już urodzi, to może się go uda wydać? Ciekawa sytuacja mi się kroi, przy pomyślnych wiatrach, trzy turkowe albumy w przyszłym roku?

I jeszcze jedna antologia, o której na razie cicho sza, i jeszcze coś tam coś tam, co może fajnie zamieszać (chociaż nie będzie komiksem).

Ale wróćmy do spraw bieżących.
21 września 2011 BC
Wrocław
Klub Puzzle
nieudolnie, czyli:
Komiksofonowy turek

i bardzo zacnie, czyli:
Sebastian Skrobol

i jeszcze Shaun Tan nas wirtualnie odwiedzi w full HD

Jak ktoś może, to serdecznie zapraszam.
A plakat oczywiście Sebastian bardzo sprawnie skroił.

piątek, 5 sierpnia 2011

Jak zarobić na komiksie

Najnowsza promocja w Lidlu, karteczki typu post-it, za jedyne 3.99 pln, do tego zestaw trzech długopisów żelowych (w jedynie słusznym kolorze czarnym) za 5,99 pln i mamy gotową imprezę komiksową!
Taniej już się chyba nie da.
Chociaż… wyobraźmy sobie festiwal muzyczny, praktycznie w centrum dużego miasta (z aspiracjami do Europejskiej Stolicy Kultury), awangarda, alternatywa etc. W ramach festiwalu oczywiście „dzieje się”, mural, wypożyczalnie rowerów, specjalnie na festiwal zaprojektowane i wykonane trzepaki itd. itp. Gdzieś w tym tłumie atrakcji, pomiędzy „strefą gastronomiczną” a „namiotową Kawiarnią Literacką” pojawia się koncepcja „namiotu komiksowego”, duże stoisko księgarskie, czytelnia, wystawa, warsztaty, prelekcje, pokazy multimedialne i panele dyskusyjne. Pomimo wielu przeciwności losu i przy zerowym budżecie, udaje się zaplanować i zorganizować sensowną i w miarę reprezentatywną imprezę komiksową. Trzy dni, codziennie zaplanowane sześć godzin solidnego programu, łącznie dwadzieścia osób, które we własnym zakresie organizują sobie transport, pobyt, namiot, multimedia etc.
Całkowite DIY.
Jedyny wysiłek, na jaki mieli ze swojej strony zdobyć się organizatorzy festiwalu, to wpuszczenie „komiksiarzy” na festiwal.
Czyli, dla organizatorów festiwalu, koszt ZEROWY ( w odróżnieniu od 10 pln na karteczki i mazaki).
Dzień przed rozpoczęciem sieciowej akcji informacyjnej o imprezie komiksowej, okazało się, że „zerowy koszt” to i tak za dużo. Organizatorzy festiwalu zadecydowali, że wpuszczą jedynie PIĘĆ OSÓB, zaś pozostali „maniacy”, jeżeli chcą prowadzić zaplanowane punkty programu, mają sobie wykupić wejściówki na festiwal.
Czysty biznes, część ludzi miała przyjechać jedynie na kilka godzin, więc bileciki jednodniowe za jedyne 120 zyla, pozostałe „jelenie” karneciki po 200 pln.
Nie wiem ile kosztuje wykonanie jednego trzepaka, (czyli „klopsztangi”), uwzględniając fakt, że jest to projekt Meduza Indrustry, to może być znacząca krotność zwykłego zespawania czterech rurek. A trzepaków ma być kilkanaście, więc zapewne na „komiksiarzach” nie dałoby się aż tyle zarobić.
Coś mi jednak szepcze, że „jelenie z komiksowego namiotu” pokryłyby np. koszt wykonania muralu na ul. Mariackiej Tylnej.
I jeszcze zostałoby na waciki.

sobota, 2 lipca 2011

Wygrzebane, odcinek 1410

…czyli tradycyjny przegląd tego i owego.

* * *
O komiksie „Pohadky” kanadyjskiego duetu Marek Colek i Pat Shewchuk było w miarę głośno w naszej sieci kilka lat temu, przypominam zatem jedynie, że oboje mają się dobrze, robią swoje i można ich podglądać na blogu „Tin Can Forest”

* * *
Duński twórca Mikkel Sommer i jego „Obsolete” to kolejna okazja, żeby spojrzeć sobie na stronę wydawnictwa Nobrow.

* * *
„Blue” Pata Granta, to kolejny komiks online, który za chwilę powinien pojawić się w zachodnich księgarniach w wersji analogowej.

* * *
„Huuda Huuda”, czyli w Finlandii trzymają się mocno, zaglądać, przeglądać, a jak ktoś może to kupować, bo tradycyjnie niezła miazga.

* * *
Miód na skołatane serce, czyli mural (a właściwie jego wersja online) w wykonaniu Shana Tauna.

* * *
Dla wielbicieli Tardiego wydawnictwo Fantagraphics przygotowało album „Like a Sniper Lining Up His Shot”, w tym sezonie modne będą oderwane uszy i latający policjanci.

* * *
Ja nie wiem czy po świetnym cyklu książkowym i rewelacyjnym serialu, taka akcja ma jakikolwiek sens, niemniej Bantam Books i Dynamite Entertainment zapowiadają komiksową adaptację „Gry o Tron”. Czy to jedynie próba „odcięcia kuponów” czy poważna próba powtórzenia sukcesu książek i serialu? Zapewne okaże się za chwilę, a na zachętę dostajemy okładkę w wykonaniu Alexa Rossa:

Komiks w przestrzeni galeryjnej (cz. 3)

W nawiązaniu do posta , zaległy materiał z wystawy Druilleta w Angouleme 2023 (tak, na żywo oryginały robią jeszcze większe wrażenie) : ...