środa, 15 sierpnia 2012

"Niekomiksy" w przestrzeni galeryjnej (czyli cz.3)

Dzisiaj kontynuacja poprzedniego wpisu, czyli swoiste "post mortem" dla Jana Sawki, a przy okazji kamyczek do ogródka "getta galeryjnego". Bo czy komiks naprawdę musi wchodzić do galeri? A może od dawna już tam jest? Tyle, że nikt go tam nie nazywał komiksem.
Fotografie oczywiście ze strony autorskiej, jestem ciekaw czy kiedykolwiek te obrazy zostana zebrane i zreprodukowane w formie albumu.



































Nawet jeżeli potraktujemy malarstwo Sawki jako "ciekawostkę", to jest w nim tyle nietypowych rozwiązań kompozycyjnych i narracyjnych, taki potencjał do rozwinięcia w formie komiksów, że przejście nad Jego twórczością do porządku dziennego, potraktowanie tej całej "malarsko-ilustracyjno-plakatowej" schedy, jako czegoś, co z komiksem nie ma wiele wspólnego, wydaje się po prostu głupie.
Szczególnie w kontekście "zapatrzenia się na zachód" i iluzji braku oryginalnych korzeni komiksowych w naszym pięknym kraju.

piątek, 10 sierpnia 2012

Jan Sawka

1946-2012
Tak się zbierałem z tym wpisem,od kilku miesięcy i zebrać się nie mogłem.
A przecież to "ziomal z Zabrza", w dodatku autor ilustracji do jednej z ważniejszych książek mojego dzieciństwa. Tak ważnej, że znacząco przyczyniła się do tego, że dzisiaj rysuję to co rysuję.



Tak się zbierałem z tym wpisem i w końcu nie zdążyłem... ech
Zmarł wczoraj, a w mediach nadal cisza, zapomnieli? nie zwrócili uwagi? niewielu to obchodzi?
Takie czasy...
Strona oficjalna TUTAJ
ale jest tam tylko drobna część Jego twórczości, rozsianej po, zapomnianych przez większość, książkach i czasopismach.
R.I.P.

piątek, 3 sierpnia 2012

Kątem oka: komiks na Riwierze Tureckiej

Rodzinne wakacje na Riwierze Tureckiej mają to do siebie, że 80% turystów leży pod parasolem, z drinkiem w dłoni, moczy się w basenie hotelowym/morzu, paralitycznie podskakuje na wieczornych pseudodyskotekach, a późnym wieczorem kona, w hotelowym pokoju, walcząc z niestrawnością, oparzeniami słonecznymi i nadmiarem spożytego alkoholu.
Pozostałe 20% penetruje atrakcje turystyczne, samodzielnie lub za pomocą "wycieczek fakultatywnych".
Ci, którzy decydują się na samodzielne zwiedzanie, widzą trochę więcej miejscowej "szarej rzeczywistości". Jadąc "dolmuszem" (taki odpowiednik naszego PKS) podsłuchamy odrobinę miejscowej muzyki (niestety, najczęściej jedynie odpowiednika naszego "disco polo"), siedząc w "herbacianej kafejce" pokontemplujemy techniki gry w szachy, domino i egzotyczne odmiany scrabble, a wędrując ulicami miast, poza strefą turystyczną, dostrzeżemy na witrynach sklepowych reklamy najpopularniejszych gier i plakaty aktualnych hitów kinowych.
I to właściwie tyle.
Przynajmniej pozornie, bo miejscowi wkładają bardzo dużo wysiłku w to, żeby "tureckie wakacje" zakodowały się turystom jako ciąg basenów, plaż, meczetów z minaretami, ciepłej rakii, bolesnego disco, chińskich podróbek i wszechobecnej flagi Turcji.
Ale wystarczy wyjść wieczorem z hotelu, przejść na drugą stronę autostrady i w najbliższym spożywczaku podejść do standu z gazetami, czyli tam, gdzie praktycznie żaden turysta nie zagląda (bo i niby po co?).
A standy są (najczęściej) dwa, na jednym miejscowe dzienniki i tygodniki, a na drugim komiksiki.
Obok, tradycyjnie wszechobecnych, produkcji Disneya, sporo albumików spod znaku Bonelli (zaobserwowane min. "Dylan Dog", "Nathan Never" i "Tex"), co ciekawe, wiele z nich bywa zafoliowane wspólnie z miejscowymi (?) albumami (nie odważyłem się na "zakup w ciemno"). Jednak to, co najbardziej intrygujące i egzotyczne, to mnogość miejscowych magazynów komiksówych.

Dominują dwa formaty, mniejszy (+/- A4), jest zbliżony do naszej "Karuzeli" (podobny "gazetowy" papier (łącznie z okładką), ceny w przedziale 8-10 pln, plansze na całą stronę, objętość 60-64 strony w kolorze), wiekszy format jest bliski gazetowemu A3, okładki najczęściej "kredowe" (w środku różnie, "kreda" albo klasyczna "gazetówka"), plansze komiksowe też różnie, w zależności od magazynu, rozkomponowane (w niektórych magazynach plansza na całą stronę, w innych dwie, a niekiedy cztery plansze na stronę).
Większość z magazynów to miesięczniki, wydawane w Stambule, przeważają komiksy humorystyczne i humorystyczno-obyczajowe, krótkie formy (1 do 4 stron) i serie w odcinkach (epizody od 2 do 6 stron), co ciekawe, wygląda na to, że "fotokomiksy" są w Turcji traktowane na równi z komiksami rysowanymi.

Kolejna ciekawostka, to praktycznie brak w tych magazynach pojedyńczych rysunków satyrycznych (pojawiają się krótkie, jedno-dwustronicowe artykuły o loklanych celebrytach i sportowcach, czasami całostronicowe grafiki, jednak 99% zawartości to plansze komiksowe).
Miałem szczęście trafić na specjalny, 200 numer magazynu "Manyak" (a przy okazji kupiłem numer wcześniejszy), którego zawartość doskonale prezentuje tamtejszy rynek komiksowy (chyba?), a zatem zapraszam na "małe conieco":






















Oczywiście mam świadomość, że to jedynie drobny fragment tureckiej sceny komiksowej (w dużych supermarketach przeglądałem kilka albumów skierowanych do młodszych czytelników, zafoliowane albumy dla starszych odbiorców pozostają dla mnie zagadką), jednak to właśnie wszechobecne, a jednocześnie umykające przed wzrokiem turystów, magazyny komiksowe, świadczą, że tamtejsza scena komiksowa ma się znacznie lepiej niż u nas. Tam się rysuje i czyta sporo komiksów, chociaż, z punktu widzenia ulokowanego na poziomie plażowego leżaka, kompletnie tego nie widać.





wtorek, 3 lipca 2012

cover... covered... discovered...

No tak, Kapral jedzie dalej z analizą Christy, a przy okazji wychodzi na to, że "żabojady" rozszyfrowały akcję "Supermatou vs Orient-men" już w 2007 roku.
Ale, ale, ale, ja chciałem o czymś innym, bo grzebiąc za kolejnymi planszami Brecci, trafiłem na stronę hiszpańskiej Tebeosfery i "pewien szczegół wzrok mój przykuł".
Zacznijmy jednak od "początku".
Okładki "Relaxu" można podzielić na trzy etapy,
pierwszy (cztery numery), to eksperyment z typografią nazwy:



drugi (do 1980 roku) ma już ustalone, jednolite "typo" i charakterystyczny układ kadrów (jeden centralny, pozostałe pod spodem, lub sporadycznie z boku):




i nagle, w 1980 następuje zmiana, inny krój liter, "R" wyciąga się charakterystyczną krechą w dół (na której lądują kadry z komiksów i rok wydania), pojawia się głowa Kajka "z dymkiem" itd., i taki układ pozostaje już do zamknięcia pisma:

I teraz pytanie, po co zmieniano okładkę?
Jeżeli pierwszy etap potraktujemy jak konkurs, który wygrała okładka nr. 3, to zmianę w 1980 ciężko czymkolwiek uzasadnić (magazyn i tak wyróżniał się wśród innych czasopism na kioskowej witrynie, o czytelnika nie musieli walczyć, a zresztą, popyt był taki, że trzeba było dogadywać się ze znajomą kioskarką, albo zakładać specjalną teczkę)
No chyba, że zadziałały jakieś "czynniki zewnętrzne"?
Możliwe, że jakimś tropem jest "wątek hiszpański"?
Np. magazyn "Chito", wydawany w latach 1974-75 w Sewilli?




Nie wiem, nie znam się, ale fajnie byłoby wiedzieć, jak wyglądały kulisy powstawania "Relaxu", czy diametralna zmiana stylu rysowników wynikała z wielkiej paki zachodnich komiksów, z których każdy coś sobie wybrał? Czy wśród tych komiksów zaplątały się numery mało znanego, hiszpańskiego magazynu komiksowego? Itd. itp.
Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że, jak się okazuje, we Francji od dłuższego czasu, z uśmiechem na ustach analizują na forach, z czego korzystali nasi mistrzowie,
A u nas wszechobecny i bezkrytyczny kult jednostek, wciąż umacnia koronny argument o wyższości starego nad nowym.
Szanujmy naszych  mistrzów, ale przestańmy ich traktować jak ewenement w skali światowej, do którego nie da się dorównać.
Bo tak po prostu nie jest.
Bo prawdziwa "polska szkoła komiksu" powstaje cały czas, i dopiero kiedy ludzie zrozumieją, że współcześni twórcy są równie ważni, i równie (a może nawet bardziej) oryginalni od mistrzów, dopiero wtedy powstanie szansa na wyjście z getta.
Diametralna zmiana mentalności i świadomości krajowych czytelników, na którą się, niestety, nie zanosi.

Komiks w przestrzeni galeryjnej (cz. 3)

W nawiązaniu do posta , zaległy materiał z wystawy Druilleta w Angouleme 2023 (tak, na żywo oryginały robią jeszcze większe wrażenie) : ...